← Newsy Veritop Świat

Ćwierć wieku po 11 września. Ameryka znów mówi o wojnie z terroryzmem

11 wrzesień 2026 · 8 min czytania · Newsy Veritop
Zdjęcie: Zdjęcie własne (CMS)
W 25. rocznicę zamachów z 11 września Trump i Hegseth przed Pentagonem łączą pamięć o ofiarach z wojną z Iranem. W Krakowie amerykański trębacz zagrał „Ciszę” z wieży Mariackiej.

W piątek 11 września 2026 r. minęło dokładnie 25 lat od zamachów, które zmieniły współczesny świat. W Stanach Zjednoczonych rocznica miała wymiar zarówno żałobny, jak i polityczny: przed Pentagonem i na jego dziedzińcu, gdzie 11 września 2001 r. zginęło 184 osoby, przemawiali prezydent Donald Trump i sekretarz obrony Pete Hegseth. Oba wystąpienia spinała jedna myśl - walka, która zaczęła się ćwierć wieku temu, według władz USA wciąż trwa, a jej najnowszym frontem jest wojna z Iranem.

Pamięć o ofiarach uczczono tego dnia także w Polsce. W Krakowie na Rynku Głównym dokładnie o godz. 14:46, w tej samej chwili, w której ćwierć wieku wcześniej porwany samolot uderzył w wieżę World Trade Center, z wieży Kościoła Mariackiego popłynął wojskowy utwór „Cisza” w wykonaniu amerykańskiego żołnierza-trębacza, grającego na cztery strony świata. Rocznica zamachów, w których zginęło 2996 osób, a tysiące zostały ranne, okazała się dniem, w którym polityczny język Waszyngtonu i osobista pamięć świadka tamtych wydarzeń spotkały się w jednej godzinie.

Dla Amerykanów 11 września pozostaje datą, która dzieli czas na przed i po. Te same słowa - strach, dym, bohaterstwo, ofiara - powracają co roku w relacjach z miejsc, w których ćwierć wieku temu rozegrał się dramat: z Nowego Jorku, spod Waszyngtonu i z Pensylwanii. W tym roku do tych obrazów dołączyła jeszcze jedna, polska scena, a polityczne znaczenie rocznicy wybrzmiało mocniej niż zwykle. Rocznice mają zresztą to do siebie, że mierzą nie tylko czas, ale i zmiany: to, co w 2001 r. wydawało się jednorazowym szokiem, po ćwierć wieku funkcjonuje jako stały element polityki - także tej wyborczej.

Trump przed Pentagonem: odnawiamy świętą przysięgę

Donald Trump przemówił przed Pentagonem podczas ceremonii upamiętniającej ćwierć wieku od ataków. Prezydent podkreślał konieczność kontynuowania walki. - Dziś odnawiamy świętą przysięgę, którą po raz pierwszy złożyliśmy w ich imieniu ćwierć wieku temu. Nigdy, przenigdy nie zapomnimy. Dlatego walczymy dzisiaj. Nie mamy wyboru. Może być tylko zwycięstwo. Walczymy twardo. Walczymy, żeby wygrać - mówił.

Trump oddał hołd wszystkim zaangażowanym w wojnę z terroryzmem przez ostatnie lata i wspomniał o żołnierzach pracujących obecnie nad tym, aby Islamska Republika Iranu nigdy nie zdobyła broni jądrowej. Prezydent stwierdził, że Ameryka po raz kolejny mierzy się z próbą i wygrywa ją z łatwością. Zestawienie jest charakterystyczne: ćwierć wieku po największym zamachu w historii USA przywódca kraju mówi o pamięci ofiar i o toczącej się dziś wojnie w jednym zdaniu. Z jednej strony to polityczna oczywistość - w czasie trwającego konfliktu każda duża uroczystość państwowa bywa okazją do mówienia o bieżącym zagrożeniu. Z drugiej strony tak wyraźne łączenie rocznicy zamachu z dzisiejszym wrogiem buduje obraz świata, w którym zagrożenie sprzed ćwierć wieku nigdy tak naprawdę nie minęło. To interpretacja, ale oparta na tym, co prezydent powiedział wprost. Sposób, w jaki mówi się o rocznicy, zmieniał się przy tym przez lata - dziś wojna z Iranem zajmuje w tej opowieści miejsce, którego dekadę temu nie było.

Hegseth: walka ze złem trwa do dziś

Sekretarz obrony Pete Hegseth mówił na dziedzińcu Pentagonu, w miejscu, w którym 11 września 2001 r. zginęły 184 osoby. Sam wybór miejsca niósł znaczenie: przemówienie wygłoszono tam, gdzie ćwierć wieku temu spadł trzeci z porwanych samolotów. - Walka ze złem trwała i trwa do dziś - powiedział Hegseth. - Wciąż istnieją wrogowie, którzy nas nienawidzą. Każdego dnia wrogowie knują, by ograniczyć naszą potęgę i zabić naszych obywateli, w tym islamscy terroryści zarówno za granicą, jak i w kraju - mówił.

Hegseth przedstawił wojnę z Iranem jako część nieustannej walki USA z terroryzmem, wpisując tym samym dzisiejszy konflikt w ramy narracji o 11 września. Obaj politycy mówili o współczesnym zagrożeniu językiem, który Amerykanie słyszą od 2001 r.: o złu, które nie zniknęło, o wrogach, którzy nienawidzą, o konieczności obrony i zwycięstwa. Trudno oprzeć się wrażeniu, że rocznica stała się w Waszyngtonie okazją do politycznej mobilizacji wokół trwającej wojny - to interpretacja, ale wypowiedzi obu polityków nie pozostawiają w tej sprawie wiele miejsca na wątpliwości. Retoryka obu wystąpień wpisuje się przy tym w szerszy wzorzec: im dalej od 2001 r., tym częściej słowo „terroryzm” pojawia się obok nazw kolejnych państw i regionów, a wojna z jednym wrogiem płynnie przechodzi w wojnę z następnym.

Bohaterowie lotu United 93

Trump przywołał w przemówieniu także historie służb ratunkowych, które zginęły podczas akcji ratowniczych, oraz pasażerów porwanego lotu United 93. To oni przeprowadzili szturm na kokpit, a maszyna rozbiła się na polu w Shanksville w Pensylwanii. Prezydent ocenił, że pasażerowie uratowali Waszyngton przed atakiem, poświęcając życie za ludzi, których nigdy nie znali, i nazwał to pierwszym amerykańskim kontratakiem w wojnie z terroryzmem. To mocna ocena, choć osadzona w dobrze znanej amerykańskiej pamięci zbiorowej: zwykli pasażerowie, którzy stawili opór porywaczom, funkcjonują dziś jako symbol odwagi, zanim jeszcze państwo zdążyło odpowiedzieć na atak. To oni sprawili, że czwarty porwany samolot nie wykonał zadania, do którego został skierowany.

Prezydent stwierdził jednak, że ostateczna odpowiedź na ataki nastąpi nie na polu bitwy, lecz w rodzinach. - Możemy wychować nasze dzieci w przekonaniu, że ich kraj jest dobry, że ich ojcowie są odważni, a nasza flaga symbolizuje sprawiedliwość i wolność - mówił. - Możemy być narodem, którego bohaterowie nie są fanatykami abstrakcyjnej sprawy (...), ale tym rodzajem ludzi, którzy wbiegają do budynków i oddają życie we wtorek rano za nieznajomych, których nigdy nie spotkali - dodał. Widać w tych słowach przesunięcie akcentów, typowe dla późnych rocznic: od militarnej odpowiedzi w stronę tego, co po ćwierć wieku zostaje - wychowania kolejnych pokoleń i pamięci o codziennej odwadze zwykłych ludzi, którzy pewnego wtorkowego poranka wbiegli do płonących budynków.

Kraków: „Cisza” z wieży Mariackiej

W Polsce rocznicę uczczono w sposób, który połączył wojskową ceremonię z osobistą historią. Na krakowskim Rynku Głównym o godz. 14:46, dokładnie w 25. rocznicę ataków na World Trade Center, z wieży Kościoła Mariackiego popłynął wojskowy utwór „Cisza” w wykonaniu sierżanta sztabowego Victora DeJesusa, trębacza 1st Infantry Division Band Armii Stanów Zjednoczonych, żołnierza stacjonującego w Polsce. Wykonanie na cztery strony świata - podobnie jak codzienny hejnał mariacki - miało wymiar szczególny: było hołdem dla ofiar oraz dla strażaków, policjantów i ratowników, którzy oddali życie, niosąc pomoc innym.

Dla DeJesusa nie była to wyłącznie ceremonia. W 2001 r. był uczniem szkoły na Brooklynie; z okna zobaczył płonącą wieżę World Trade Center, a chwilę później drugi samolot uderzający w kolejny budynek. - Być może ten smutek nigdy nie minie. Musimy jednak po prostu żyć dalej, być dla siebie dobrzy - dla przyjaciół, partnerów, sojuszników, rodziny, dla wszystkich - i nigdy nie traktować niczego jako coś oczywistego - mówił wzruszony dziennikarzom na wieży Mariackiej. - Powinniśmy zawsze pamiętać o tym dniu i niestety o innych tragicznych dniach, ponieważ ludzie, którzy zginęli w tej tragedii, byli niewinni. Byli po prostu ludźmi żyjącymi swoim normalnym życiem, chodzącymi do pracy, żeby utrzymać swoje rodziny - podkreślił.

Ta perspektywa - świadka, który jako dziecko widział płonące wieże, a ćwierć wieku później grał w Polsce na pamiątkę tamtego dnia - przypomina, czym rocznica jest dla ludzi, a nie tylko dla polityków. W Waszyngtonie dominowały słowa o walce i wrogach, w Krakowie - cisza nad Rynkiem i pamięć o zwykłych ludziach, którzy tamtego wtorku szli do pracy, żeby utrzymać rodziny. To, że amerykański żołnierz zagrał w Polsce utwór żałobny w rocznicę zamachów, samo w sobie pokazuje, jak bardzo tamten dzień związał ze sobą sojuszników - to jednak już interpretacja, choć trudno o nią nie oprzeć tej ceremonii.

Jak 11 września zmienił świat

Skala tego, co wydarzyło się 11 września 2001 r., wciąż trudno objąć wyobraźnią. 19 terrorystów Al-Kaidy porwało cztery samoloty pasażerskie. Dwa z nich uderzyły w wieże World Trade Center w Nowym Jorku, trzeci w Pentagon pod Waszyngtonem, a czwarty rozbił się w Pensylwanii po heroicznej walce pasażerów. W zamachach zginęło 2996 osób, tysiące zostały ranne.

Konsekwencje sięgały daleko poza granice Stanów Zjednoczonych. Po raz pierwszy w historii NATO uruchomiło artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego, uznając atak na USA za atak na cały sojusz i rozpoczynając wspólną walkę z terroryzmem. Przez dekady artykuł 5 był traktowany jako serce sojuszu, ale pierwszy raz użyto go wobec zamachu terrorystycznego, nie wobec zbrojnej agresji jednego państwa. Dla Europy oznaczało to zobowiązanie się do wspólnej walki u boku USA w konflikcie, który dopiero się zaczynał. Jak głęboko tamte wydarzenia zmieniły świat, polskie media analizują do dziś: w piątek Onet opublikował m.in. tekst zatytułowany „11 września i jego skutki. Tak zmienił się świat”. Sam tytuł oddaje skalę pytania, które rocznica stawia co roku - jak bardzo jeden wtorkowy poranek zmienił porządek świata.

Ćwierć wieku później: co zostało z tamtego dnia

Ćwierć wieku to długość całego pokolenia. Dzieci, które 11 września 2001 r. siedziały w szkolnych ławkach - jak wtedy Victor DeJesus na Brooklynie - są dziś dorosłymi ludźmi, nierzadko żołnierzami. Ci, którzy pamiętają tamten wtorek, opowiadają o nim kolejnym pokoleniom, znającym zamachy wyłącznie z lekcji historii i relacji medialnych. Sposób, w jaki opowiada się 11 września, stał się przy tym częścią polityki: czy mówi się o bohaterach, czy o ofiarach, o wojnie, czy o rodzinach - dobór słów bywa dziś równie ważny jak same fakty.

W piątek w Waszyngtonie dominowali politycy i język walki, w Krakowie - trębacz i cisza. Obie sceny były, każda na swój sposób, próbą odpowiedzi na pytanie, co zrobić z pamięcią o dniu, w którym zginęło 2996 niewinnych ludzi. Wojna z terroryzmem wciąż trwa, NATO raz skorzystało z artykułu 5, a świat po 11 września nie wrócił do tego, co było wcześniej. Rocznica pokazała jednak coś jeszcze: pamięć o ofiarach i bohaterach pozostaje żywa - również, jak podają dziennikarze RMF24, w sercu Krakowa. I chyba właśnie ta dwoistość - polityka i cisza, deklaracje i pamięć pojedynczych ludzi - jest tym, co z rocznic zostaje na dłużej.

Informacje zawarte w tym artykule pochodzą z publicznych doniesień medialnych - Onet/PAP, Onet/Politico oraz RMF24 -.

portret Anna Kowalczyk
Świat
Anna Kowalczyk
Korespondentka zagraniczna w redakcji Veritop. Komentuje politykę międzynarodową, konflikty i dyplomację. Wolne chwile spędza na rowerze i w kuchni eksperymentując z przepisami z całego świata.
Artykuł powstał na podstawie publicznych doniesień medialnych.