
Za ponad 500 projektów w Albanii odpowiada sześćdziesiąt światowych pracowni architektonicznych - od skręconych wieżowców w Tiranie po nagradzane place publiczne i kurorty nadmorskie. Ani jedna z tych firm nie jest jednak albańska. Skalę przedsięwzięcia pokazuje księga „The Albanian Files” - liczy 800 stron, waży 2,2 kilograma i zawiera plany wszystkich inwestycji.
Część tej współpracy koordynuje grupa na WhatsAppie o nazwie „Albanian ArchArmy”, w której udziela się wielu najsłynniejszych architektów świata. Za transformacją stoi Edi Rama, premier Albanii od 2013 roku i z wykształcenia malarz. W przedmowie do księgi nazywa ją „cennym zapisem kulis” procesu, który „podnosi Albanię w sposób, którego nikt się nie spodziewał”.
Krytycy widzą w księdze materiał dowodowy - jeden z posłów opozycji nazwał ją „dymiącym pistoletem”. Zarzuty dotyczą nieprzejrzystego podejmowania decyzji, niszczenia dziedzictwa, przymusowych wysiedleń, ingerencji w chronione krajobrazy i roli albańskiej branży budowlanej w praniu pieniędzy dla zorganizowanej przestępczości.
Coraz większe emocje budzą same inwestycje. W czerwcu przed galą festiwalu architektury „Landscapes of Abundance” - z biletami do 200 euro, w kraju, w którym mediana pensji wynosi 700 euro - protestujący nieśli transparenty „Starchitects go home!” i „Where is the public?”. Wcześniej wielkie ogólnokrajowe protesty wybuchły z powodu planów przekształcenia rezerwatu przyrody Zvërnec i pobliskiej wyspy Sazan w luksusowy kurort, wspieranych przez rodzinę Trumpa. „Rewolucja flamingów”, jak nazwano ten ruch, trwa już ponad 120 dni, a wezwania do dymisji Ramy są coraz głośniejsze.
Lorin Kadiu, szef platformy śledczej Citizens.al, mówi wprost. „To uczucie jak życie w autokratycznym królestwie - nie chodzi tylko o brak przejrzystości, ale o to, że cały kraj musi być pomalowany tak, jak chce jedna osoba.” W liście otwartym rozdawanym podczas protestów architektów pytano, czy w Albanii korzystają z wolności robienia tego, co w ich własnych krajach byłoby zabronione, i nazywano to „art-washingiem polityki buldożerów”. Jeden z zapytanych odpowiedział, że nie robi w Albanii niczego, czego nie mógłby zrobić w innym kraju, dodając, że wolność w Albanii jest „kusząca”, a przez to odpowiedzialność większa.
Sam Rama zaczynał jako malarz - karierę polityczną budował jako burmistrz Tirany, gdzie w pierwszej dekadzie XXI wieku pomalował szare bloki z czasów komunizmu w tęczowe barwy i zdobył międzynarodowy rozgłos. Dziś część dawnych zwolenników uważa, że jego architektoniczne ambicje poszły za daleko. Wizje z księgi mówią zresztą same za siebie - w zatoce Gjipe, uchodzącej za ostatnią dziewiczą plażę południowej Albanii, holenderska pracownia MVRDV proponuje lustrzany hotel, który miałby rozpiąć się nad wąwozem, „jak klejnot na linii brzegowej”.