
Pełna, ryczałtowa emerytura państwowa w Wielkiej Brytanii od kwietnia przyszłego roku ma wzrosnąć o 488 funtów rocznie, co po raz pierwszy wypchnie ją powyżej granicy 13 tysięcy funtów. Powód to opublikowane we wtorek dane o przeciętnym wzroście płac, które uruchomiły tak zwaną potrójną gwarancję emerytalną.
Potrójna gwarancja to zasada, na mocy której świadczenie rośnie każdego roku o tyle, ile wynosi średni wzrost wynagrodzeń, inflacja albo 2,5 procenta – w zależności od tego, która z tych wartości jest najwyższa. Zgodnie z najnowszymi wyliczeniami biura statystycznego wzrost płac, wliczając premie, wyniósł między majem a lipcem 3,9 procenta. To mniej niż 4,2 procenta odnotowane kwartał wcześniej, ale wciąż więcej niż inflacja, więc to płace decydują o wysokości podwyżki.
Dla osób, które osiągną wiek emerytalny po kwietniu 2016 roku, oznacza to w praktyce wzrost ze 12 547 do 13 036 funtów rocznie. Starsi emeryci otrzymujący dawne podstawowe świadczenie mogą liczyć na mniej, choć część z nich ma prawo do dodatkowych dopłat.
Wielkość podwyżki wywołała kolejną rundę debaty o kosztach systemu. Partia Pracy obiecywała w przedwyborczym manifeście utrzymanie potrójnej gwarancji co najmniej do 2029 roku, ale ekonomiści tuż przed budżetem przestrzegają przed skalą wydatków. Wydatki na emerytury państwowe sięgają już 154 miliardów funtów rocznie, a prognozy zakładają dalszy wzrost o około 600 milionów funtów każdego roku do końca dekady.
Ruth Curtice z think tanku Resolution Foundation nie przebiera w słowach i nazywa tę politykę „szaloną". Jej zdaniem potrójna gwarancja tworzy efekt zapadki, przez który standard życia emerytów rośnie szybciej niż standard życia typowego pracownika. Curtice podkreśla, że w ciągu ostatnich dwudziestu lat emeryci odnotowali trzykrotnie szybszy wzrost standardu życia niż osoby pracujące. Jonathan Cribb z Instytutu Studiów Fiskalnych dodaje, że kolejne podwyżki nakładają się na siebie i choć każda z osobna wygląda niewinnie, długoterminowy rachunek jest duży i obciążony niepewnością.
Tymczasem sama przyszłość systemu coraz częściej bywa podawana w wątpliwość. Aż połowa przedstawicieli pokolenia Z, urodzonych między 1997 a 2012 rokiem, przyznaje, że nie spodziewa się w ogóle doczekać emerytury państwowej. 27-letni Connor, menedżer sprzedaży, mówi wprost, że „przesuwają słupki", i szacuje, że realnie na emeryturę poczeka nawet do 75. roku życia. Wiek emerytalny już rośnie z 66 do 67 lat i ma docelowo sięgnąć 68, choć trwający przegląd może przyspieszyć te zmiany.
Obawy nie są bezpodstawne. Obecnie trzynaście milionów Brytyjczyków, czyli 19 procent populacji, ma wiek emerytalny, a do 2050 roku ta grupa ma przekroczyć piętnaście milionów. Jednocześnie niemal połowa dorosłych osób w wieku produkcyjnym nie odprowadza żadnych składek do prywatnego funduszu emerytalnego, co dla wielu oznacza całkowite uzależnienie od świadczenia państwowego.