
W tureckiej Antalyi, mieście znanym raczej z plaż i hoteli niż z negocjacji klimatycznych, 9 listopada rozpocznie się dwutygodniowy szczyt COP31. Do centrum wystawowego EXPO zjadą dziesiątki tysięcy delegatów, którzy po raz kolejny spróbują uzgodnić, co świat ma zrobić z ocieplającym się klimatem.
Tegoroczna edycja od początku zapowiada się skromnie. Gospodarzami są wspólnie Turcja i Australia, przy czym to Australia prowadzi negocjacje, a Turcja odpowiada za organizację. W Antalyi nie zaplanowano nowego traktatu ani dużej deklaracji politycznej. Głównym zajęciem negocjatorów będzie dokończenie spraw otwartych przed rokiem na szczycie COP30 w Belém w Brazylii.
Krytycy od lat przekonują, że coroczne szczyty nie spełniają już swojej roli. Każda decyzja wymaga jednomyślności, a po wynegocjowaniu prawnego traktatu klimatycznego rozmowy szukają nowego kierunku.
W Belém kraje zgodziły się jedynie na minimum, czyli na potwierdzenie jedności wobec porozumienia paryskiego z 2015 roku. Po dwóch tygodniach żmudnych rozmów nie udało się przyjąć nowych zobowiązań do odchodzenia od paliw kopalnych ani do zatrzymania wylesiania.
Teraz na stole leży przede wszystkim tak zwany mechanizm sprawiedliwej transformacji, nazywany też mechanizmem Belém–Antalya. Ma on dać ramy wsparcia dla osób i regionów dotkniętych przechodzeniem na czystszą gospodarkę, na przykład dla pracowników sektora paliw kopalnych, których trzeba przekwalifikować. Kluczowe elementy uzgodniono w czerwcu podczas negocjacji klimatycznych, ale wielu szczegółów wciąż brakuje, a między stronami pozostają spory.
Turcja chce przy tym przeforsować własne priorytety poza formalnymi rozmowami. W tak zwanej agendzie działań wymienia elektryfikację, oceany i zieloną industrializację.
Presja na konkretne wyniki jest duża, bo tegoroczna pogoda dała wiele powodów do niepokoju. Od zapadnięć lodowców, przez fale upałów, po gwałtowne pożary, a wszystko to w czasie, gdy na Pacyfiku trwa wyjątkowo silny El Niño. Świat jest obecnie na drodze do ocieplenia o 2,8 stopnia Celsjusza do końca stulecia, czyli znacznie powyżej celów porozumienia paryskiego.
Brytyjska minister klimatu Katie White mówi wprost, że szczyt musi odpowiedzieć na najnowsze badania naukowe, które nazywa naprawdę przerażającymi. Jej zdaniem tegoroczne upały i pożary pokazują, że zmiana klimatu nie jest czymś odległym, tylko czymś, czego doświadczamy na co dzień. Wielka Brytania chce, by w Antalyi mocno wybrzmiała nauka, w tym raporty Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu.
Czy COP31 zmieni reguły gry? Wiele wskazuje na to, że raczej domknie to, co zostało niedokończone, niż otworzy nowy rozdział.