← Newsy Veritop Świat

Drony nad granicą. Co wiemy o nocnych uderzeniach Rosji w sąsiedztwie polskiej granicy

14 wrzesień 2026 · 9 min czytania · Newsy Veritop
Zdjęcie: Zdjęcie własne (CMS)
Rosyjskie bezzałogowce uderzyły nocą z soboty na niedzielę w bezpośrednim sąsiedztwie polskiej granicy. Pociąg z Kijowa do Warszawy, stacja benzynowa pod Dorohuskiem i pilna odprawa w RCB – rekonstrukcja wydarzeń na podstawie publicznych doniesień medialnych.

Noc z soboty na niedzielę była jedną z tych, które w bezpośrednim sąsiedztwie Polski nie miały od dawna swojego odpowiednika. W trakcie zmasowanego ataku Rosji na Ukrainę, w którym zginęły co najmniej trzy osoby, a co najmniej czterdzieści zostało rannych, doszło do trzech uderzeń dronowych bardzo blisko granicy Ukrainy i Polski – konkretnie w rejonie przejścia granicznego Dorohusk–Jagodzin. Polskie władze uspokajały, że przestrzeń powietrzna kraju nie została naruszona, a wśród pasażerów zaatakowanego pociągu nie było obywateli Polski. Mimo to sposób, w jaki przeprowadzono atak, skłonił premiera Donalda Tuska do zwołania pilnej odprawy służb i ministrów, a ekspertów do mówienia o szerszej, strategicznej operacji.

Sama surowość tego bilansu – trzy uderzenia dronowe w promieniu zaledwie kilku kilometrów od granicy państwa członkowskiego NATO – przywołuje pytanie, na które media i eksperci będą szukać odpowiedzi w kolejnych dniach: gdzie kończy się atak na Ukrainę, a zaczyna testowanie wytrzymałości sojuszu. Odpowiedź nie jest oczywista i obie strony sporu mają tu swoje, sprzeczne narracje.

Tydzień, który zaczął się od wybuchów blisko granicy

Uderzenia zaczęły się nad ranem. Według relacji RMF24, około 800 metrów od przejścia w Dorohusku, po ukraińskiej stronie, w Jagodzinie, dron trafił w stację benzynową, uderzając w stojącą tam ciężarówkę. Rzeczniczka MSWiA Karolina Gałecka informowała później, że zapaliły się dwa pojazdy. Nieco dalej, w obwodzie wołyńskim, około 2 kilometrów od polskiej granicy, kolejny bezzałogowiec uderzył w lokomotywę pociągu pasażerskiego relacji Kijów – Warszawa.

Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz przekazał, że oprócz uderzenia 800 metrów od granicy odnotowano również inne uderzenie drona w odległości około 5 kilometrów od Polski. Wcześniej, komentując nocny atak, mówił o dronie, który uderzył kilometr od granicy, oraz o drugim – oddalonym o pięć kilometrów. Polskie Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych po godzinie 4 w niedzielę poinformowało o operowaniu lotnictwa wojskowego w polskiej przestrzeni powietrznej w związku z aktywnością rosyjskich bezzałogowych statków powietrznych wykonujących uderzenia na terytorium Ukrainy. Sama skala reakcji – podniesienie lotnictwa, pilna odprawa, komunikaty służb – pokazuje, że żadnego z tych uderzeń nie potraktowano lekko, nawet jeśli żadne nie przekroczyło polskiej granicy.

Pociąg, który dojechał mimo ataku

Najwięcej uwagi przykuł los pociągu pasażerskiego Kijów – Warszawa. Ukraińska spółka kolejowa Ukrzaliznycia przekazała, że to już drugi dzień z rzędu wróg atakuje kolej. „Dzisiaj w obwodzie wołyńskim, w odległości 2 km od granicy z Polską, wróg uderzył w lokomotywę pociągu pasażerskiego” – napisał przewoźnik na Telegramie. Kolejowy zespół monitorujący ataki dronów z wyprzedzeniem ostrzegł załogę o zagrożeniu, dzięki czemu nikt nie ucierpiał. Straż pożarna nie miała w tym wypadku pracy, ale samo zdarzenie wstrząsnęło pasażerami, a w mediach społecznościowych pojawiło się nagranie, na którym widać unoszące się z lokomotywy kłęby czarnego dymu i uciekających ludzi.

Na pokładzie było 206 osób, a wśród pasażerów nie było obywateli Polski – przekazało biuro prasowe PKP Intercity. Do ataku doszło przed przejęciem pociągu przez stronę polską. Około godziny 16:00 skład dotarł do stacji docelowej Warszawa Wschodnia, a opóźnienie wyniosło około 370 minut. Niemiecki „Der Spiegel” podał w niedzielę po południu, że wśród pasażerów znalazł się jeden z najbliższych doradców kanclerza Niemiec Friedricha Merza – informację tę, pochodzącą z publicznych doniesień i niepotwierdzoną przez polskie służby, trudno zweryfikować w tym momencie niezależnie. Gdyby się potwierdziła, atak nabierałby zupełnie innej wagi – także symbolicznej.

Celowe uderzenie czy część większej operacji? Głosy ekspertów

Ekspert portalu defence24 Bartłomiej Wypartowicz, mówiąc w Radiu RMF24, nie miał wątpliwości: „To było celowe uderzenie koordynowane przez człowieka”. Podkreślał, że wróg po raz drugi z rzędu atakuje kolej, co wskazuje nie na przypadek, lecz na przemyślaną taktykę wymierzoną w ukraińską infrastrukturę transportową.

Jeszcze szerzej patrzy na to ppłk Maciej Korowaj. W rozmowie z Onetem ocenił, że zdarzenia należy odczytywać jako „część większej operacji”, którą – jak zauważył – opisał na platformie X w tekście „Mgła wojny” kilka dni przed tym, zanim wszystko się zaczęło. Jego zdaniem działania Rosjan trzeba rozpatrywać w szerszym kontekście strategicznym. Ekspert zwracał uwagę na asymetryczny charakter prowadzonej przez Putina walki wobec krajów Europy, który trudno sprowadzić do pojedynczych, wyizolowanych incydentów.

Stanowisko Rosji i Ukrainy

Resort obrony Rosji, cytowany przez AFP, stwierdził, że przeprowadzony w niedzielę wczesnym rankiem ostrzał celów w zachodniej Ukrainie, w tym infrastruktury kolejowej, „był wymierzony w cele o charakterze militarnym”. Zgodnie z komunikatem celem ataku było „uderzenie w infrastrukturę kolejową w zachodniej Ukrainie, wykorzystywaną do transportu ładunków wojskowych z Europy”. Komunikat opublikowano w czasie, gdy władze Polski i Ukrainy potępiały atak na pociąg pasażerski łączący stolice obu państw.

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski uznał niedzielny atak za zamierzony i przeprowadzony z rozmysłem. Jego zdaniem Rosja „wzięła na cel ukraińską infrastrukturę kolejową i energetyczną, a także obiekty cywilne, zwłaszcza na zachodzie Ukrainy”. Ukrzaliznycia przekazała z kolei, że ataki na infrastrukturę kolejową mają charakter „systemowy”, przez co każdego dnia koleje muszą zmagać się z ogromną liczbą utrudnień, opóźnień, koniecznością przekierowywania składów, a także organizacją ewakuacji pasażerów ze składów uszkodzonych w atakach. To rzuca światło na skalę problemu, z którym ukraiński system kolejowy mierzy się na co dzień, a nie tylko w pojedyncze, głośne noce.

Reakcja polskich władz: odprawa w RCB i ocena zagrożenia

Premier Donald Tusk zareagował tego samego dnia. Zwołał na godzinę 17:00 naradę w siedzibie Rządowego Centrum Bezpieczeństwa z udziałem szefów MON, MSWiA i dowództwa poszczególnych służb – poinformował rzecznik rządu Adam Szłapka. Było to pokłosie ataków Federacji Rosyjskiej w bezpośrednim sąsiedztwie Polski. Odprawa w tak szybkim tempie, w niedzielę, o godz. 17:00, świadczy o tym, jak poważnie rząd potraktował zdarzenia sprzed zaledwie kilkunastu godzin.

Odnośnie do ataku na pociąg premier był ostrożny. „Nie mogę powiedzieć, że są nieprawdziwe, ale my nie potwierdzamy takich zdarzeń” – mówił o informacjach, które „pojawiały się nie tylko u nas w mediach, ale też w niektórych relacjach ze strony ukraińskiej”. Taka ostrożność – charakterystyczna dla komunikacji rządowej w sytuacjach wrażliwych – pozostawia pole do pytań o to, co dokładnie udało się potwierdzić służbom, a co wciąż pozostaje w sferze doniesień. Rzecznik Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych ppłk Jacek Goryszewski ocenił natomiast wprost, że dla Polski „zagrożenie było realne”.

Polska obrona powietrzna pozostawała w gotowości. Szef MON zapewnił, że polskiej strefy powietrznej pilnowały samoloty F16, śmigłowce oraz samolot rozpoznania powietrznego SAAB, i podkreślił, że nie doszło do naruszenia polskiej granicy. Kosiniak-Kamysz pisał też o zmianie rosyjskiej taktyki: nad ranem systemy odnotowały atak kilkunastu odrzutowych dronów Geran-5 w zachodniej Ukrainie, a Rosjanie coraz częściej wypuszczają takie maszyny po kilka sztuk, absorbując w ten sposób ukraińską obronę. To szczegół, który eksperci wojskowi czytają jako próbę przeciążenia systemów obrony powietrznej, a nie tylko zwiększenia szkód.

Eskalacja, która „stała się faktem”

Ton polskich i ukraińskich polityków był jednoznaczny. Przebywający w niedzielę w Kijowie wicepremier i szef MSZ Radosław Sikorski napisał na platformie X: „Putin eskaluje”. Z kolei minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha ocenił, że to „terroryzm Putina, który »puka« bezpośrednio do drzwi UE i NATO” i że „rosyjscy barbarzyńcy stoją u waszych bram”. Szef MSWiA Marcin Kierwiński potwierdził ataki i dodał, że wydarzenia traktuje się „z najwyższą powagą”, a sytuacja jest na bieżąco monitorowana: „Rosja to wróg wolnego świata”.

W siedzibie RCB padały mocne słowa o tym, że „eskalacja stała się faktem”. Polska nie pozostała jednak bierna – premier zwołał służby, lotnictwo działało w przestrzeni powietrznej, a mieszkańcy przygranicznych powiatów oczekiwali w nocy na alerty RCB, o czym pisały media. Mimo że zdarzenia rozegrały się po ukraińskiej stronie granicy, ich polityczny ciężar dotyczył w równym stopniu Warszawy, Kijowa i Brukseli.

Co dalej? Pytania, na które odpowiedzi jeszcze nie ma

Wciąż otwarte pozostaje pytanie o intencje Kremla i o to, czy atak w bezpośrednim sąsiedztwie polskiej granicy był sygnałem wysłanym pod adresem NATO i UE. Niezależnie od interpretacji, fakt pozostaje faktem: po raz kolejny rosyjskie drony znalazły się na tyle blisko polskiej linii, że załogi polskiego lotnictwa wojskowego uniosły maszyny w powietrze, a rząd zebrał się na pilnej odprawie.

Doniesienia o możliwym „celowym uderzeniu” w pociąg, o obecności zagranicznych pasażerów na pokładzie czy o pełnej skali rosyjskiej operacji wymagają jeszcze niezależnej weryfikacji. Informacje zgromadzone w tym tekście pochodzą wyłącznie z publicznych doniesień medialnych Onetu i RMF24 oraz cytowanych przez nie komunikatów i wypowiedzi;.

Warto też pamiętać, że ta noc nie była odosobniona w kalendarzu ukraińskich kolei. Ukrzaliznycia mówiła wprost o systemowym charakterze ataków, co oznacza, że pociąg Kijów – Warszawa nie był celem przypadkowym, lecz częścią szerszego wzorca, w którym każdy dzień przynosi opóźnienia, przekierowania i ewakuacje. Polska, jako kraj sąsiadujący, obserwuje te zjawiska z bliska i w najbliższych tygodniach z pewnością będzie ona w centrum uwagi – także pod kątem tego, jak dalece kraj ten jest gotów reagować na uderzenia dziejące się tak blisko jego granic.

Czy niedzielne wydarzenia zapiszą się jako punkt zwrotny w postrzeganiu bezpieczeństwa wschodniej flanki NATO, czy pozostaną kolejnym, głośnym, ale pojedynczym incydentem w długiej wojnie – tego nie da się dziś przesądzić. To, co wiadomo, to że polskie służby i wojsko zareagowały natychmiast, a politycy obu krajów uznali sytuację za skrajnie poważną. Reszta należy do weryfikacji faktów i do tego, jak rozwinie się sytuacja w kolejnych dniach.

Warto też pamiętać, że ta noc nie była odosobniona w kalendarzu ukraińskich kolei. Ukrzaliznycia mówiła wprost o systemowym charakterze ataków, co oznacza, że pociąg Kijów – Warszawa nie był celem przypadkowym, lecz częścią szerszego wzorca, w którym każdy dzień przynosi opóźnienia, przekierowania i ewakuacje. Polska, jako kraj sąsiadujący, obserwuje te zjawiska z bliska i w najbliższych tygodniach z pewnością będzie ona w centrum uwagi – także pod kątem tego, jak dalece kraj ten jest gotów reagować na uderzenia dziejące się tak blisko jego granic.

Czy niedzielne wydarzenia zapiszą się jako punkt zwrotny w postrzeganiu bezpieczeństwa wschodniej flanki NATO, czy pozostaną kolejnym, głośnym, ale pojedynczym incydentem w długiej wojnie – tego nie da się dziś przesądzić. To, co wiadomo, to że polskie służby i wojsko zareagowały natychmiast, a politycy obu krajów uznali sytuację za skrajnie poważną. Reszta należy do weryfikacji faktów i do tego, jak rozwinie się sytuacja w kolejnych dniach.

portret Anna Kowalczyk
Świat
Anna Kowalczyk
Korespondentka zagraniczna w redakcji Veritop. Komentuje politykę międzynarodową, konflikty i dyplomację. Wolne chwile spędza na rowerze i w kuchni eksperymentując z przepisami z całego świata.
Artykuł powstał na podstawie publicznych doniesień medialnych.