
Etiopskie siły rządowe ogłosiły, że przejęły kontrolę nad Mekelle, stolicą regionu Tigraj. Doniesienie o zajęciu miasta pojawiło się w niedzielę, po tygodniu zaciętych walk z tigrajskimi bojownikami. Przez cały ten czas Mekelle pozostawała areną ciężkich starć, o które toczyły się największe boje.
Tigrajscy rebelianci opuścili regionalną stolicę, gdy do miasta wchodziły oddziały rządowe. Wycofanie nastąpiło w chwili, gdy wojsko wkraczało do Mekelle, i utorowało armii drogę do centrum. Stolica regionu była głównym punktem oporu rebeliantów, dlatego jej utrata ma dla nich szczególne znaczenie.
O przejęciu miasta poinformowały same siły rządowe. Ich komunikat pojawił się dzień po tym, jak z Mekelle napłynęły relacje o wycofywaniu się rebeliantów w momencie wkraczania wojska. Kolejność tych wydarzeń pokazuje, że stolica w ciągu kilkudziesięciu godzin przeszła z rąk rebeliantów pod kontrolę armii.
Zajęcie Mekelle nie oznacza jednak końca napięcia. Walki o stolicę regionu na nowo rozbudziły obawy przed pełnoskalową wojną, które wcześniej zdążyły przygasnąć. Ryzyko takiej wojny nie kończy się na Etiopii, bo w konflikt mogłyby zostać wciągnięte sąsiednie kraje. To właśnie ta perspektywa sprawia, że wydarzenia w Tigraju śledzone są z uwagą także poza granicami Etiopii.
Dla sił rządowych przejęcie miasta to potwierdzenie, że tydzień intensywnych walk przyniósł oczekiwany skutek. Wojsko podkreśla, że ma Mekelle pod kontrolą, jednak napięcie w regionie wcale nie opadło, a sytuacja pozostaje napięta. Najbliższe dni pokażą, czy zajęcie stolicy przybliży uspokojenie konfliktu, czy też stanie się początkiem kolejnej fazy walk.
Od wyniku tych dni zależy nie tylko przyszłość Tigraju, ale i spokój w całym regionie. Jeśli wojny na pełną skalę nie uda się uniknąć, w konflikt mogą zostać wciągnięte sąsiednie państwa, co byłoby najgorszym z możliwych scenariuszy.