
Łotwa poprosiła sojuszników z NATO o dodatkowe wsparcie przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi, a Berlin odpowiedział konkretnym gestem. Cztery niemieckie Eurofightery ze 74. Skrzydła Lotnictwa Taktycznego w Neuburgu nad Dunajem trafią do bazy lotniczej Lielvarde na około tydzień - od końca września do początku października. Samoloty będą operować w ramach wzmocnionej misji „Air Policing North”, a wraz z nimi na Łotwę pojedzie kilkudziesięciu żołnierzy. To nie pierwszy raz, gdy sojusz wzmacnia wschodnią flankę przed wyborami i widmem incydentów z dronami nad Bałtykiem.
Decyzja Niemiec wpisuje się w szerszy obraz, o którym coraz głośniej mówi się w Brukseli i stolicach europejskich. W orędziu o stanie Unii Ursula von der Leyen zapowiedziała przełomowy plan, a komisarz ds. obrony i przestrzeni kosmicznej Andrius Kubilius jasno powiedział, co oznacza nowy rozdział: Europa ma wziąć na siebie główną odpowiedzialność za konwencjonalną obronę zbiorową, podczas gdy Amerykanie zostawiliby sobie rolę drugorzędną i odstraszanie nuklearne.
To zmiana, którą widać w konkretnych liczbach. Unia jest w ogromnym stopniu uzależniona od amerykańskich technologii wojskowych - od łączności satelitarnej po systemy dowodzenia i transportu. Jeśli Waszyngton ograniczy swoją obecność, koncerny i państwa członkowskie będą musiały zbudować własne zdolności, a niemieccy eksperci wyliczyli, że koszt sięgnie około 500 miliardów euro. Część pieniędzy ma pójść na konstelację satelitów IRIS² i wspólne projekty obronne, w których aktywnie uczestniczy także Polska.
Jednym z najambitniejszych pomysłów, które przestały być tylko wizją, jest powołanie Europejskiej Rady Bezpieczeństwa. Pomysł po raz pierwszy padł z ust Emmanuela Macrona i Angeli Merkel jeszcze w latach 2017–2018, dziś nabiera realnych kształtów i ma być odpowiedzią na zmieniającą się rolę NATO. W nowej architekturze znalazłyby się nie tylko Ukraina, ale też Wielka Brytania, Kanada czy Norwegia - państwa z silnymi armiami i cennym doświadczeniem.
Kubilius nie zostawia wątpliwości, że największym wyzwaniem jest dziś bezpieczeństwo, i mówi o nim w trzech wymiarach: materialnym, czyli broni i produkcji, instytucjonalnym, czyli organizacji, oraz politycznym. Jak tłumaczy, doktryny i mechanizmy decyzyjne stworzone w czasie pokoju nie nadają się już do obecnej sytuacji. Dlatego Bruksela proponuje między innymi specjalny „antyhybrydowy playbook” - zestaw narzędzi do walki z zagrożeniami, które wymykają się klasycznym sankcjom, oraz europejski protokół bezpieczeństwa oparty na artykule 42.7 Traktatu o Unii Europejskiej, obejmujący nie tylko wsparcie militarne, ale też pomoc kryzysową.
Zagrożenie, przed którym staje Sojusz, przestało być sprawą teoretyczną. Analitycy zwracają uwagę, że kiedy te same ostrzeżenia płyną jednocześnie z instytucji europejskich i amerykańskich, warto potraktować je poważnie. Konkretne decyzje - jak wysłanie Eurofighterów na Łotwę czy plany budowy własnych europejskich zdolności - pokazują, że nie chodzi już o słowa, lecz o przygotowania.