← Newsy Veritop Świat

Huti przełom w Jemenie: Bab al-Mandab i nowa walka o wpływy

12 wrzesień 2026 · 8 min czytania · Newsy Veritop
Zdjęcie: Zdjęcie własne (CMS)
Rebelianci Huti dokonują jednego z największych sukcesów militarnych od lat, zajmując strategiczne pozycje na Morzu Czerwonym. Kontrola nad Bab al-Mandab budzi pytania o światowy handel i ceny ropy.

Rebelianci z ruchu Huti dokonali w ciągu ostatnich dni jednego z największych sukcesów militarnych w ponad dwunastoletniej wojnie domowej w Jemenie. Zajęcie strategicznej wyspy Perim na wejściu do cieśniny Bab al-Mandab oraz portowego miasta Mokha na zachodnim wybrzeżu Morza Czerwonego wzmacnia pozycję ugrupowania wspieranego przez Iran i otwiera pytania o bezpieczeństwo jednego z najważniejszych szlaków żeglugowych świata.

Jak wynika z publicznych doniesień medialnych, , Huti przejęli kontrolę nad wyspą Perim, znaną również pod nazwą Mayyun, położoną u ujścia Bab al-Mandab. Informację taką przekazał agencji BBC anonimowy przedstawiciel międzynarodowo uznawanego rządu Jemenu. Dzień wcześniej rebelianci mieli zdobyć Mokhę, wcześniej znajdującą się w rękach prorządowych sił wspieranych przez Arabię Saudyjską. Jemeński urzędnik wojskowy powiedział agencji AFP, że Huti kontrolują obecnie całe wybrzeże.

Czytelnikom, którzy dopiero śledzą konflikt, warto przypomnieć, że Jemen od ponad dekady pogrążony jest w wojnie domowej, w którą zaangażowane są także siły zagraniczne. Po stronie rządowej i przeciwrebelianckiej walczą sojusznicy Rijadu, a po stronie Huti – w różnym stopniu – Teheran. Najnowsze zdobycze terytorialne na nadmorskiej równinie wpisują się w ten długoletni, regionalny spór.

Wojna w Jemenie to jeden z najdłużej trwających i najbardziej złożonych konfliktów współczesnego Bliskiego Wschodu. Rozpoczęła się przed ponad dziesięcioma laty, gdy Huti – ruch wywodzący się z północy kraju – przejęli kontrolę nad stolicą, a następnie sprostali interwencji koalicji pod wodzą Arabii Saudyjskiej. Przez lata front przebiegał w różnych częściach kraju, a Morze Czerwone pozostawało areną napięć o znaczeniu globalnym.

Zachodnie wybrzeże Jemenu jest szczególnie ważne, bo graniczy z jednym z najbardziej uczęszczanych akwenów świata. Ostatnie dni przyniosły jednak jakościową zmianę – nagłe i skoordynowane przejęcie terytorium, które przez długi czas wydawało się poza zasięgiem rebeliantów.

Błyskawiczne natarcie na równinie Tihama

Postęp rebeliantów wzdłuż południowych krańców Tihamy, suchej równiny przybrzeżnej Jemenu ciągnącej się nad Morzem Czerwonym, zaskoczył większość obserwatorów. Koalicja antyhutyjska określana jako Narodowy Opór dysponowała do niedawna znacznym terytorium na wybrzeżu. W ciągu zaledwie kilku dni znaczna jego część przeszła w ręce Huti.

Według niektórych szacunków przytaczanych przez media rebelianci opanowali nawet 130 kilometrów strategicznie ważnego wybrzeża kraju. To najbardziej efektowny operacyjny sukces ugrupowania od lat, dowodzący – jak twierdzą komentatorzy – że mimo trwającej od dekady wojny, niszczycielskich nalotów Arabii Saudyjskiej oraz ataków sił amerykańskich, izraelskich i brytyjskich, Huti pozostają liczącą się siłą militarną.

Tempo natarcia uderzyło zarówno analityków, jak i same audytorium regionu. O ile przez długie miesiące front na zachodzie kraju wydawał się względnie stabilny, o tyle nagłe przełamanie pokazało, jak krucha była równowaga sił. Siły prorządowe, w opinii ekspertów cytowanych przez media, zostały zaskoczone skalą i szybkością operacji i w tej chwili wydają się zdemoralizowane.

Wyspa Perim i wycofanie sił rządowych

W piątek prorządowe siły jemeńskie wycofały się z Perim. Świadkowie i agencje prasowe podawały, że na wyspę następnie wkroczyli bojownicy Huti. Później ruch wydał oświadczenie, w którym określił operację wojskową wymierzoną w siły wspierane przez Saudów jako sukces, dodając, że żegluga morska pozostaje bezpieczna dla wszystkich firm z wyjątkiem statków saudyjskich.

Rzecznik wojskowy Huti Jahja Sarea stwierdził, że operacja na dużą skalę rozpoczęła się 3 września w odpowiedzi na, w jego słowach, jawną agresję Arabii Saudyjskiej wobec jemeńskiego narodu. Wyspa Perim leży u wrót cieśniny Bab al-Mandab, kluczowej bramy handlowej łączącej Azję z Europą, przez którą przepływa znaczna część światowej wymiany morskiej.

Kontrola nad wyspą ma znaczenie przede wszystkim strategiczne. Bab al-Mandab to jedno z najważniejszych wąskich gardeł światowej żeglugi – szlak, którym kursują kontenerowce, tankowce i statki towarowe między Azją, Bliskim Wschodem, Afryką Wschodnią a Europą i portami Morza Śródziemnego. Ugrupowanie, które panuje nad oboma brzegami cieśniny, zyskuje realny wpływ na bezpieczeństwo tej arterii.

Eksperci zwracają jednocześnie uwagę, że sama kontrola nad wyspą nie oznacza automatycznie zamknięcia szlaku. Huti konsekwentnie deklarują, że nie zagrażają transportowi międzynarodowemu i precyzują, że ich cel stanowią przede wszystkim statki saudyjskie. Niemniej samo to zastrzeżenie utrzymuje w regionie stan podwyższonego napięcia, który armatorzy i firmy ubezpieczeniowe muszą uwzględniać przy planowaniu kursu.

Presja na Waszyngton i odmowa Amerykanów

Sytuacja wywołała zakulisowe działania dyplomatyczne. Następca tronu Arabii Saudyjskiej, książę Mohammed bin Salman, będący faktycznym władcą kraju, osobiście naciskał na prezydenta USA Donalda Trumpa, aby podjął działania militarne przeciwko Huti podczas ich szybkiego natarcia – wynika z informacji dwóch źródeł znających sprawę przekazanych stacji CBS News, północnoamerykańskiemu partnerowi BBC.

Trump miał jednak odmówić bezpośredniego zaangażowania amerykańskiego wojska, oferując zamiast tego pomoc w zakresie wywiadu i namierzania celów. Starszy urzędnik administracji Trumpa powiedział BBC, że Stany Zjednoczone pozostają w ciągłym dialogu z Arabią Saudyjską i rządem Republiki Jemenu w sprawie stabilności regionalnej.

Ta ostrożność Waszyngtonu jest wymowna. Z jednej strony Amerykanie od lat prowadzą na wybrzeżu jemeńskim własne operacje przeciwko Huti, których ataki na statki w okolicy Morza Czerwonego w przeszłości prowokowały odpowiedź zachodniej koalicji. Z drugiej strony bezpośrednie wsparcie militarne dla Rijadu w eskalacji naziemnej mogłoby pociągnąć Waszyngton głębiej w konflikt regionalny, w którym zbiegają się interesy Iranu, Izraela i państw Zatoki.

Decyzja o nieangażowaniu amerykańskich sił naziemnych, przy równoczesnej deklaracji wsparcia wywiadowczego, może być czytana dwojako. Z jednej strony to sygnał, że Waszyngton nie chce eskalować konfliktu, który i tak obciąża światowe rynki. Z drugiej – że Stany Zjednoczone chcą zachować wpływ na rozwój wypadków bez brania na siebie bezpośredniej odpowiedzialności za kolejną odsłonę wojny w Jemenie.

Iran i słabnący oś oporu

Eksperci zwracają uwagę na kontekst geopolityczny natarcia. Huti korzystają z poparcia Teheranu, które – w ocenie analityków – stało się dla Iranu tym ważniejsze po porażkach i stratach, jakich doświadczyły inne części tak zwanego osi oporu: libański Hezbollah, Hamas w Strefie Gazy i reżim Baszara al-Asada w Syrii.

Tak więc Teheran przekierował swoją pomoc w stronę Huti – tłumaczył BBC Hiszam al-Omejsi, starszy analityk brukselskiego Europejskiego Instytutu Pokoju. Dodał, że ruch ten tego wsparcia potrzebuje. Choć – co podkreślają analitycy – błędem jest postrzeganie Huti wyłącznie jako marionetek Iranu, wydarzenia ostatnich dni tworzą nową, niewygodną rzeczywistość w regionie.

Sukces na wybrzeżu Morza Czerwonego ma zatem także wymiar symboliczny. Dla Teheranu, który w ostatnich latach tracił wpływy i inicjatywę w innych częściach swojego sieciowego systemu sojuszy, jemeński ruch pozostaje jednym z niewielu elementów, na których może się oprzeć. Jednocześnie eksperci przestrzegają przed zbyt uproszczonym czytaniem tej zależności – Huti mają własne interesy i własną agendę, a wsparcie zewnętrzne nie pozbawia ich niezależności politycznej.

Konsekwencje dla handlu i cen ropy

Przełom na wybrzeżu Morza Czerwonego ma bezpośrednie przełożenie na światową gospodarkę. Bab al-Mandab to kluczowa brama handlowa łącząca Azję z Europą, a Arabia Saudyjska w coraz większym stopniu polega na Morzu Czerwonym w eksporcie ropy, odkąd wojna Stanów Zjednoczonych i Izraela praktycznie zamknęła Cieśninę Ormuz.

Skutki napięć widać już na rynkach. Media odnotowują, że ropa drożeje – po amerykańskich i hutyjskich uderzeniach cena baryłki sięgnęła 100 dolarów po raz pierwszy od lipca. Wysoka cena surowca to w pierwszej kolejności informacja dla każdego, kto tankuje samochód, płaci za ogrzewanie czy obserwuje inflację – niepewność wokół szlaków, którymi płynie ropa, zwykle odbija się na cenach w całej gospodarce światowej.

Nie mniej poważny jest wymiar humanitarny. Według Organizacji Narodów Zjednoczonych od czasu zaostrzenia walk w ubiegłym tygodniu w Jemenie przesiedlonych zostało przynajmniej 46 tysięcy osób. To kolejne potwierdzenie, że kolejna faza konfliktu, toczonego w cieniu światowych dyskusji o bezpieczeństwie energetycznym, obciąża przede wszystkim cywilów w najuboższym kraju Półwyspu Arabskiego.

Warto przy tym pamiętać, że szlak przez Bab al-Mandab obsługuje nie tylko przepływ ropy i gazu, lecz także mnóstwo towarów codziennego użytku, elektroniki, żywności i surowców. Przewożone tędy ładunki zasilają gospodarki obu wybrzeży Morza Śródziemnego oraz klientów w Europie i Azji. Wszelka trwała niepewność na tym akwenie przekłada się zatem na koszty transportu, terminy dostaw i, w dalszej kolejności, na ceny w sklepach.

Co dalej ze szlakiem żeglugowym

Analitycy nie spodziewają się szybkiego odwrócenia sytuacji. Skoro już tam są, to się tam okopują, a wypchnięcie ich będzie znacznie kosztowniejsze – ocenił Hiszam al-Omejsi. Huti zapewniają, że nie stanowią zagrożenia dla międzynarodowej żeglugi, przypominają jednak o zamiarze atakowania statków z Arabii Saudyjskiej, co może podtrzymywać napięcia wokół strategicznego szlaku.

Sytuacja pozostaje płynna, a pytania bez odpowiedzi dotyczą najbliższych tygodni. Czy zdobycze terytorialne Huti uda się utrzymać wobec możliwej reakcji Rijadu i jego sojuszników? Jak zareaguje Waszyngton i czy jego polityka wywiadowczo-namierzającego wsparcia okaże się wystarczająca dla Królestwa? I wreszcie – jak przełoży się to na bezpieczeństwo żeglugi i ceny surowców w regionie, który dla światowego handlu pozostaje jednym z najważniejszych wąskich gardeł.

Na ten moment pewne jest jedno: po latach względnej stabilizacji na zachodnim froncie jemeńskim, równowaga sił uległa przesunięciu, a Bliski Wschód ponownie zwraca uwagę na niewielką wyspę u wrót Morza Czerwonego, przez którą przebiega praktycznie cały handel morski między Azją a Europą.

Dla regionu oznacza to powrót do pytania, na które konflikt jemeński nie znalazł dotąd trwałej odpowiedzi – jak pogodzić ambicje lokalnych sił z interesami największych mocarstw i z bezpieczeństwem globalnych dostaw. Dopóki Huti utrzymują zdobycze na wybrzeżu, a Rijad wraz z sojusznikami zastanawia się nad odpowiedzią, dopóty jest to pytanie otwarte. Historia pokazuje, że każda tego rodzaju eskalacja w tym zakątku Bliskiego Wschodu odbijała się szerokim echem – od sal rządowych po dystrybutory paliw w stacjach benzynowych na kilku kontynentach.

portret Anna Kowalczyk
Świat
Anna Kowalczyk
Korespondentka zagraniczna w redakcji Veritop. Komentuje politykę międzynarodową, konflikty i dyplomację. Wolne chwile spędza na rowerze i w kuchni eksperymentując z przepisami z całego świata.
Artykuł powstał na podstawie publicznych doniesień medialnych.