
W luksusowym domu jednego z czołowych chirurgów plastycznych w Miami, z widokiem na zatokę Biscayne, zebrały się najbogatsze kubańsko-amerykańskie rodziny na Florydzie. Przyjechały, by wspólnie wypracować wizję przyszłości Kuby. Okazją było czwarte posiedzenie nowo powołanej Kubańsko-Amerykańskiej Narodowej Izby Handlowej (CANCC), organizacji skupiającej najbardziej wpływowych przedstawicieli tej społeczności.
Rum w dłoni, złote zegarki na przegubach, eleganckie stroje - to stare pieniądze Miami. Ludzie o dobrze rozpoznawalnych kubańskich nazwiskach, takich jak Bacardi i Babun, rozmawiają przy basenie o opłakanym stanie gospodarki wyspy i wymieniają plotki o najnowszych politycznych wstrząsach.
Celem wieczoru jest zebranie pod jednym dachem najwybitniejszych kubańsko-amerykańskich przedsiębiorców z hrabstwa Miami-Dade - mówi prezes CANCC Juan Omar Sixto. Jak dodaje, zamierzeniem jego organizacji jest znaleźć się na Kubie w momencie, gdy reżim upadnie. Jego goście są przekonani, że ten moment jest bliski.
Ta wpływowa społeczność kubańskich emigrantów nie znosi komunistycznego rządu od czasów, gdy rewolucyjny przywódca Fidel Castro wywłaszczył ich ziemie i znacjonalizował rodzinne firmy po objęciu władzy w 1959 roku. Przez dziesięciolecia wykorzystywała swoje polityczne i gospodarcze wpływy na Florydzie, by kształtować politykę Waszyngtonu wobec ojczyzny.
Sam Sixto uciekł z wyspy jako nastolatek. Dziś jest deweloperem nieruchomości w początkach dziewiątej dekady życia, a kierowana przez niego organizacja przygotowuje plany tego, co nazywa dniem po na Kubie. Chce, by jego środowisko było gotowe wrócić na wyspę i od razu robić tam interesy.
Rozmowy przy basenie toczą się w cieniu wydarzeń z ostatnich miesięcy. Z jednej strony elegancki dom nad zatoką i interesy warte miliony, z drugiej wyspa bez prądu i gospodarka w rozsypce. To właśnie ta różnica napędza przekonanie, że dawny porządek na Kubie nie przetrwa długo.
Tłem tych spotkań jest pogłębiający się kryzys na wyspie. We wrześniu miliony Kubańczyków zostały bez prądu po kolejnym wielkim blackoucie. W sierpniu Stany Zjednoczone nałożyły sankcje na kolejne kubańskie firmy i urzędników. Wcześniej, w czerwcu, amerykańska blokada naftowa pogrążała Kubę w ciemności.
Spotkanie w Miami pokazuje, że kubańska emigracja nie czeka bezczynnie. Jej przedstawiciele od lat powtarzają, że zmiana w Hawanie to tylko kwestia czasu, i już teraz układają plany wokół przyszłej gospodarki wyspy. Dla nich upadek reżimu to perspektywa, na którą pracują od dziesięcioleci.