
Drugi w ciągu dwóch tygodni problem techniczny wywołał w poniedziałek poważne zakłócenia w brytyjskim ruchu lotniczym. Awaria w ośrodku w Prestwick w Ayrshire zakłóciła działanie lotnisk w Szkocji, Irlandii Północnej i północnej Anglii, opóźniając dziesiątki rejsów. Linie lotnicze nie ukrywają oburzenia.
EasyJet ocenił, że poniedziałkowy incydent po raz kolejny podaje w wątpliwość odporność całego systemu. Wizz Air twierdzi z kolei, że mamy do czynienia z krajowym kryzysem zaufania do National Air Traffic Services (NATS), spółki odpowiadającej za brytyjską kontrolę ruchu lotniczego.
NATS przekonuje, że przyczyną był problem z łącznością i że nie ma on nic wspólnego z usterką oprogramowania w Swanwick, po której na początku września odwołano dwa tysiące lotów. Usterkę udało się usunąć, a system pracuje z pełną przepustowością, choć przedstawiciele służb ostrzegają przed skutkami, które będą jeszcze odczuwalne. Rzecznik NATS zapewnił, że spółka skupia się teraz na współpracy z przewoźnikami, aby nadrobić zaległe opóźnienia i przywrócić normalny rytm pracy lotnisk.
Według firmy analitycznej Cirium w poniedziałek do godziny 13.45 czasu brytyjskiego co najmniej dwieście lotów zostało odwołanych lub nie wystartowało. W tej liczbie jest sto rejsów, które miały przylecieć do Wielkiej Brytanii, oraz dziewięćdziesiąt dziewięć zaplanowanych odlotów. Najmocniej ucierpiał EasyJet, który z 670 zaplanowanych startów odwołał 47. British Airways wykreślił jedenaście spośród 513 rejsów.
Brytyjski Urząd Lotnictwa Cywilnego studzi oczekiwania pasażerów. W jego ocenie osoby, których loty zostały zakłócone, raczej nie mają podstaw do odszkodowania, bo sytuację najprawdopodobniej zakwalifikowano by jako okoliczności nadzwyczajne. Pasażerowie powinni jednak otrzymać opiekę ze strony przewoźników.
Branżowe stowarzyszenie Airlines UK uważa, że po kolejnej awarii NATS zarówno pasażerowie, jak i linie lotnicze zasługują na lepszą obsługę. Yvonne Moynihan, dyrektor zarządzająca Wizz Air UK, wzywa do pilnej reformy NATS i przyznaje, że nie ma zaufania do obecnego kierownictwa spółki.
Poniedziałkowa awaria wpisuje się w szerszy problem. Już pod koniec czerwca, w trakcie jednej z letnich fal upałów, burze nad południową Anglią i północną Europą wywołały chaos w komunikacji lotniczej. Wtedy na Heathrow i Gatwick opóźniono około dziewięciuset lotów, część nawet o jedenaście godzin, a kilkadziesiąt kolejnych odwołano. Tim Atkinson, konsultant do spraw ryzyka w lotnictwie i były pilot, zwraca uwagę, że przestrzeń powietrzna nad Wielką Brytanią i północną Europą jest wyjątkowo zatłoczona, co czyni ten region szczególnie wrażliwym. Jego zdaniem istnieje realne ryzyko, że burze mogą jednocześnie wyłączyć z pracy wszystkie londyńskie lotniska. W miarę postępujących zmian klimatu niestabilna pogoda ma być coraz częstsza, a przerwy w ruchu lotniczym coraz trudniejsze do uniknięcia. W centrum kontroli NATS w Swanwick komórki burzowe są stale śledzone na radarach.