
Nowe badanie proponuje mapę drogową, która ma pomóc krajom lepiej monitorować zdrowie dzikich zwierząt i wykrywać ogniska chorób. Z wcześniejszych prac wynika, że blisko 60 proc. ze 107 przebadanych krajów nie wykazało żadnych dowodów na funkcjonowanie sprawnego systemu nadzoru nad zdrowiem dzikiej przyrody. Zdaniem badaczy taki stan rzeczy naraża ekosystemy, rolnictwo i ludzi na katastrofalne epidemie.
Brak monitoringu już wyrządził poważne szkody ekologiczne i gospodarcze. Pomór owiec i kóz spowodował w Mongolii szacowany spadek populacji zagrożonej wyginięciem antylopy saiga (Saiga tatarica) o około 80 proc., a wysoce zjadliwa grypa ptaków H5N1 wciąż powoduje masowe zgony wśród dzikich ptaków i ssaków morskich. Badacze podkreślają, że jeśli groźne patogeny rozprzestrzeniają się bez kontroli nawet w megamiastach objętych intensywnym monitoringiem, ryzyko jest znacznie większe w regionach pozbawionych podstawowego nadzoru biologicznego.
Autorzy zwracają też uwagę, że istniejącym wysiłkom monitoringowym wciąż szkodzi sporadyczne finansowanie uruchamiane dopiero w kryzysie, które zanika, gdy tylko sytuacja awaryjna mija.
Aby przełamać te bariery, zespół opracował wspólną mapę drogową opartą na teorii zmiany. Przygotowała ją sieć Wildlife Health Intelligence Network (WHIN), wskazując sześć ścieżek działania. Należą do nich odejście od postrzegania dzikiej przyrody wyłącznie jako obciążenia ekonomicznego, zapewnienie stałego wsparcia politycznego i finansowania oraz przyjęcie praktyk opartych na dowodach. Czwarta ścieżka zakłada wdrożenie narzędzi tworzonych z myślą o użytkownikach, takich jak wspólna platforma danych HAWK. Pozostałe kroki to wzmacnianie umiejętności pracowników pierwszej linii i mobilizacja globalnej społeczności praktyków.
Zamiast narzucać rozwiązania odgórnie, mapa drogowa zaleca skalowanie sprawdzonych modeli regionalnych, na przykład WildHealthNet w Azji Południowo-Wschodniej, i włączanie monitoringu prowadzonego przez lokalne społeczności wprost do przepisów krajowych.
Współautorka badania Sarah Olson, dyrektor ds. zdrowia w Wildlife Conservation Society (WCS), ocenia, że wcześniejsze prace dobrze zdiagnozowały problem i pokazały, czego powinien dostarczać nadzór nad zdrowiem dzikiej przyrody. Nowa publikacja idzie dalej, bo za pomocą teorii zmiany mapuje, jak przy ograniczonych zasobach i rozdrobnionych sieciach domknąć tę lukę. Wyzwaniem jest teraz skalowanie wysiłków i wiedzy przez globalną społeczność praktyków. Żadna organizacja nie sprosta temu zadaniu sama, a im więcej współpracy, tym szybciej nadzór może rozwijać się wszędzie.
Olson zwraca też uwagę, że wielu uznanych ekspertów w tej dziedzinie pracuje w krajach wysokiego dochodu, co ogranicza globalną reprezentację. Jak zapewnia, sieć jest celowo zbudowana tak, by odwrócić ten układ i dowartościować lokalną wiedzę z krajów o niskim i średnim dochodzie oraz wysiłki prowadzone przez społeczności tubylcze i lokalne.