
W miarę ocieplania się Ziemi gazy cieplarniane uwalniane przez topniejącą wieczną zmarzlinę, mokradła, pożary i wody słodkie mogą do 2100 roku podnieść temperaturę o dodatkowe 0,2-0,4 stopnia Celsjusza. To powiększyłoby wywołane przez człowieka ocieplenie od 2020 roku o 20-30 procent, a za mniej więcej połowę tego przyrostu odpowiada metan.
Naturalne systemy, takie jak mokradła, wieczna zmarzlina i lasy, zawsze uwalniały pewne ilości gazów cieplarnianych. Nowe badanie, opublikowane w czasopiśmie Environmental Research Letters, śledzi tylko dodatkowe emisje, które pojawiły się po 2020 roku, gdy ludzkość nadal ogrzewa planetę, spalając paliwa kopalne i wycinając lasy.
Gdy zamarznięty grunt w Arktyce rozmarza, obumarłe rośliny i zwierzęta zamknięte w glebie przez tysiące lat zaczynają się rozkładać, uwalniając metan i dwutlenek węgla. Cieplejsze mokradła i jeziora przyspieszają rozwój mikrobów wytwarzających metan, a suchsze lasy płoną częściej. To jedno z wielu sprzężeń zwrotnych, które modelowanie klimatu w dużej mierze pomijało.
Spośród 11 modeli systemu ziemskiego, które Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu (IPCC) wykorzystał w najnowszym raporcie, żaden nie brał pod uwagę wywołanych ociepleniem emisji z mokradeł i wód słodkich. Tylko dwa modele obejmowały wieczną zmarzlinę, a zaledwie pięć uwzględniało pożary.
Autorzy ostrzegają, że prognozy przyszłego ocieplenia są prawdopodobnie zbyt niskie, a pozostały budżet węglowy, czyli ilość gazów cieplarnianych, którą ludzkość może jeszcze wyemitować przed przekroczeniem celów temperaturowych, jest zapewne zbyt hojny. Sam Abernethy, klimatolog z amerykańskiej organizacji non-profit Spark Climate Solutions i główny autor pracy, podkreśla, że było to pierwsze badanie, które zebrało razem wszystkie cztery źródła i oszacowało skalę wzmocnienia.
„Ogrzaliśmy planetę” – mówi Euan Nisbet, emerytowany profesor nauk o Ziemi na Royal Holloway, University of London. Niezwiązany z badaniem, dodaje, że „ocieplenie może podsycać ocieplenie”.
Nisbet nazywa badanie „ważnym” i mówi o „silnych dowodach” na rosnące emisje metanu ze źródeł biologicznych, zwłaszcza z tropikalnych mokradeł.
Jego zdaniem ten wzrost to jeden z głównych powodów, dla których świat pozostaje w tyle za ścieżką wyznaczoną w porozumieniu paryskim z 2015 roku. Blisko 200 krajów zobowiązało się w nim utrzymać ocieplenie znacznie poniżej 2 stopni Celsjusza, a Stany Zjednoczone, drugi największy emitent gazów cieplarnianych na świecie, wycofały się z porozumienia w styczniu 2026 roku, już po raz drugi.
Ograniczanie emisji powodowanych przez człowieka pozostaje konieczne, ale część naturalnych źródeł nie ma wyłącznika, dlatego naukowcy szukają sposobów na usuwanie metanu z atmosfery. Autorzy pracują też nad lepszym modelowaniem tych emisji, aby uwzględnić je w kolejnej ocenie IPCC, zaplanowanej na 2029 rok. Jak przypomina IPCC, każde dodatkowe pół stopnia ocieplenia oznacza częstsze i intensywniejsze fale upałów, opady, powodzie i susze na całym świecie.