← Newsy Veritop Zdrowie

Eksperci: oleje z nasion są bezpieczne, a ich szkodliwość to mit napędzany przez internet

31 październik 2026 · 2 min czytania ·
Zdjęcie: Zdjęcie własne (CMS)
Robert F. Kennedy Jr nazwał je toksycznymi, a internet huczy od ostrzeżeń. Naukowcy odpowiadają, że oleje z nasion są bezpieczne.

Od pewnego czasu oleje z nasion stały się jednym z najgorętszych tematów w sieci. Rzepakowy, słonecznikowy, sojowy, kukurydziany i z otrąb ryżowych trafiły na listę produktów, których zdaniem wielu internautów trzeba unikać. Robert F. Kennedy Jr, sekretarz zdrowia i usług społecznych USA, nazwał je „toksycznymi” i zapowiedział działania przeciwko nim. Influencerzy przekonują, że nic nie rujnuje zdrowia skuteczniej niż te oleje.

Gideon Meyerowitz-Katz w komentarzu na łamach Guardiana zwraca uwagę, że ten obraz rozmija się z ustaleniami nauki. Australijskie wytyczne żywieniowe traktują oleje z nasion jako zasadniczo bezpieczne. Zalecają ograniczenie ich spożycia głównie dlatego, że są kaloryczne. Innego powodu do unikania ich nie ma.

Prof. Lauren Ball, dyrektorka Centre for Community Health and Wellbeing na University of Queensland, mówi wprost: „Nie ma przekonujących dowodów na to, że jedzenie olejów z nasion, takich jak rzepakowy czy słonecznikowy, w normalnych ilościach szkodzi zdrowiu. Zawierają one tłuszcze nienasycone, które są ogólnie korzystne dla zdrowia sercowo-naczyniowego”. Dr Jason Wu, profesor z University of New South Wales, dodaje, że baza dowodów konsekwentnie wskazuje na korzyści zdrowotne płynące z jedzenia tych olejów.

Skąd więc obawy? Sprowadzają się do stanu zapalnego. Twierdzi się, że kwasy omega-6, w tym kwas linolowy obecny w większości olejów z nasion, w dużych dawkach mogą szkodzić i z czasem nasilać stan zapalny w organizmie. Nie jest to twierdzenie zupełnie bezpodstawne, bo istnieją badania na gryzoniach. Problem w tym, że szczury i myszy to nie ludzie. Bardzo wysokie poziomy omega-6 mogą u nich uszkadzać wątrobę i jelita, ale odrobina oleju słonecznikowego nie zniszczy jelit człowieka.

Dane od ludzi nie potwierdzają tej zależności. Osoby, które jedzą więcej kwasu linolowego, mają istotnie niższe ryzyko chorób sercowo-naczyniowych niż te, które spożywają go mniej. Badania nad suplementacją tych olejów nie wykazały większego wpływu, a czasem umiarkowane korzyści względem placebo. Randomizowane badania nad omega-6 nie pokazują wzrostu stanu zapalnego wywołanego tymi kwasami. W jednym z nich te same osoby otrzymywały losowo omega-3 albo omega-6 i nie zaobserwowano różnic w markerach zapalnych.

Inaczej jest z tłuszczami zwierzęcymi. Zawierają dużo lipoprotein o niskiej gęstości, czyli złego cholesterolu, który zatyka tętnice i prowadzi do zawałów. Ball zauważa, że zastępowanie tłuszczów nasyconych, takich jak masło, nienasyconymi z olejów rzepakowego i słonecznikowego może obniżyć poziom LDL, ważny czynnik ryzyka chorób układu krążenia.

Zdaniem autora furia wokół olejów z nasion to przede wszystkim efekt mód dietetycznych. Popularne diety są dziś bogate w tłuszcze zwierzęce, a autorowi książki o diecie keto nie sprzyja przekonanie, że nadmiar steków prowadzi do chorób serca. Nauka mówi więc jasno, że oleje z nasion są w porządku. Są kaloryczne, ale poza tym zdrowe, a gdy zastępują tłuszcz nasycony, mogą nawet poprawić zdrowie. Meyerowitz-Katz wątpi jednak, by dyskusja szybko ucichła, bo krzyk o tym, że wszyscy jesteśmy truci, przyciąga więcej uwagi niż spokojne tłumaczenie nauki.

portret Piotr Zawadzki
Zdrowie / Sport
Piotr Zawadzki
Redaktor sekcji zdrowia i sportu. Pisze o medycynie, profilaktyce i wydarzeniach sportowych. Amator maratonów, a w domu ma dwa psy, które towarzyszą mu w porannych treningach.
Artykuł powstał na podstawie publicznych doniesień medialnych.