
Francja od tygodnia zmaga się z falą protestów w szkołach średnich. Zaczęło się w Paryżu i regionie Île-de-France, ale demonstracje rozlały się na Dijon, Lyon, Strasburg, Lille i Marsylię. Nastolatki od kilku dni blokują budynki swoich szkół. Według służb zatrzymano 440 osób, w większości nieletnich, a rannych zostało kilkadziesiąt osób, w tym uczniowie i pracownicy szkół. Minister spraw wewnętrznych Laurent Nuñez mówił natomiast o 48 rannych funkcjonariuszach.
Tylko we wtorek zatrzymano ponad 400 osób, w większości dzieci, a protesty lub zakłócenia dotknęły 400 szkół. Ruch zaczął się w zeszłym tygodniu w regionie Île-de-France wokół Paryża i od tego czasu przybrał na sile.
Uczniowie protestują między innymi przeciwko przepełnionym klasom i brakom kadry nauczycielskiej. Minister edukacji Édouard Geffray przyznał, że część ich postulatów jest słuszna, ale zastrzegł, że najbardziej niepokoi go przemoc. Opowiadał o młodym człowieku, który stracił władzę w części dłoni po odpaleniu fajerwerku moździerzowego. We wtorek rannych zostało co najmniej dziesięciu nauczycieli i kilku uczniów, a jeden nauczyciel został pobity.
Związek uczniów szkół średnich USL szacuje, że blokadą objęto nawet 400 z 3 700 francuskich liceów dla młodzieży w wieku 15-18 lat. Związek zapowiedział kolejne działania w czwartek, tym razem także na uniwersytetach. Ministerstwo edukacji podało, że we wtorek protesty lub zakłócenia dotknęły 400 szkół.
Środa przyniosła kolejne sceny. W Strasburgu strażacy wyjeżdżali do pożaru po tym, jak przed jedną ze szkół podpalono śmietniki. W Dijon policja użyła gazu łzawiącego, żeby rozproszyć kilkudziesięciu uczniów. Relacjonowały to francuskie media.
Geffray wskazał na radykalną lewicę, partię La France Insoumise (LFI), jako siłę podsycającą napięcie. Krytyka spadła też na Bally'ego Bagayoko, burmistrza Seine-Saint-Denis na północy pod Paryżem, który chwalił protestujących i zasugerował, że w niektórych przypadkach „przemoc może być uzasadniona”, gdy nastolatek staje naprzeciw policji strzelającej z tak zwanych flashballi.
Uczniowie z liceum Paul-Éluard w Saint-Denis mówili w radiu France Inter, że za każdym razem, gdy próbują się wypowiedzieć, dostają gazem, bo nikt nie próbuje ich zrozumieć, a gdy chcą mówić o swoich prawach, są gazowani i bici.
Wtorkowe protesty zbiegły się w czasie z demonstracjami pracowników sektora publicznego, między innymi nauczycieli i strażaków, którzy sprzeciwiają się planowanym cięciom w budżecie.