
Szef ukraińskiego MSZ Andrij Sybiha wystosował dramatyczny apel po tym, jak w okupowanej części obwodu chersońskiego doszło do pogłębienia kryzysu humanitarnego. W mediach społecznościowych napisał wprost, że Rosja celowo tworzy tę katastrofę, blokując dostęp do żywności i leków oraz uniemożliwiając ewakuację cywilów.
Szczególnie dramatyczna sytuacja panuje w okupowanych Oleszkach. Sybiha podkreślił, że przed wojną mieszkało tam około 24 tysięcy osób, a dziś pozostało zaledwie około dwóch tysięcy, w tym około 50 dzieci. Miasto nie ma prądu ani gazu, a mieszkańcy - jak przekazał szef ukraińskiej dyplomacji - szukają resztek jedzenia i zbierają trawę, żeby przeżyć. Rosyjskie drony mają przy tym - według Kijowa - polować na ludzi na ulicach.
Ukraina chce zorganizować ewakuację cywilów, a gotowość do udziału w takiej operacji potwierdził już Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża. Inne organizacje międzynarodowe deklarują gotowość z dostawami pomocy. Jak zaznaczył Sybiha, jedyną przeszkodą jest Rosja, która przekształca dostęp do pomocy w narzędzie wywierania wpływu. Kijów zamierza wykorzystać spotkanie Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku, aby zmobilizować inne kraje do presji na Moskwę. Otwarcie korytarzy humanitarnych ma być też tematem rozmowy szefa ukraińskiego MSZ z przewodniczącą MKCK Mirjaną Spoljaric.
Ta eskalacja kryzysu humanitarnego wypada w wyjątkowo napiętym momencie wojny. Rosjanie starają się zagłodzić ukraińskie miasto - tak polskie media komentują sytuację na froncie, gdzie ludzie są zmuszeni żyć w niewoli. W niedzielę przez Moskwę przeszła też kolejna fala ataków dronów. Ukraińskie bezzałogowce uderzyły na rafinerię zlokalizowaną około 15 kilometrów od Kremla, gdzie doszło do pożaru. Wołodymyr Zełenski skomentował te ataki krótko, mówiąc, że przyniosły wyraźny skutek.
Publicyści zwracają uwagę na szerszy kontekst. Gdyby rosyjskie działania doprowadziły do podporządkowania sobie Ukrainy, powstałoby państwo o ograniczonej suwerenności, które - jak tłumaczy Piotr Skwieciński - musiałoby stać się bardzo antypolskie. Jego rząd nie miałby innej drogi, bo wszelkie działania skierowane przeciw Rosji byłyby niemożliwe, a to wszystko po okresie polsko-ukraińskich napięć, które eskalują od drugiej połowy 2023 roku. Dla Polski los tej wojny to zatem nie tylko kwestia bezpieczeństwa, ale i przyszłości relacji w całym regionie.