
Od połowy sierpnia policjanci przeczesują zarośla w pobliżu kładki dla pieszych na obrzeżach saksońskiego Schkeuditz. Na południe od lotniska Lipsk/Halle rzeka Weisse Elster wije się wśród łąk i niewielkich lasów, a spacerowicze zaglądają tu rzadko. Mieszkańcy wspominają, że funkcjonariusze wysiedli z kilku radiowozów i czarnych minibusów, po czym zniknęli w zaroślach. Mało kto wie, że kilka tygodni wcześniej w tym samym miejscu zatrzymał się rosyjski agent w wynajętym samochodzie. To właśnie to pozornie niewinne miejsce stało się jednym z punktów wyjścia do odtworzenia daleko większej układanki.
To, co wyłoniło się z ustaleń niemieckich śledczych, publikowanych między innymi przez "Die Welt", wykracza daleko poza pojedynczy incydent. W ciągu ostatnich miesięcy Europa liczyła straty po serii podejrzanych pożarów i incydentów, a kolejne kraje łączą tropy prowadzące do tych samych metod i tych samych narzędzi. Poniższy tekst powstał wyłącznie w oparciu o publiczne
Opisany przez media plan działania przypomina proste, ale konsekwentnie powtarzane metody. Agent miał zatrzymać się w wynajętym aucie w pobliżu kładki dla pieszych, a kluczowe elementy ładunku ukryte były w puszkach po konserwach. Do tego proste drony i materiały wybuchowe, zbliżone do tych, jakie od lat stosuje się na froncie w Ukrainie. Całość nie wymaga ani zaawansowanej techniki, ani trudno dostępnych komponentów.
Europejscy śledczy widzą w tych powtarzających się elementach mocne przesłanki wskazujące na operację GRU na dużą skalę. Zwraca uwagę kilka rzeczy naraz: standardowe komponenty, zaufanie do przypadkowych wykonawców oraz rozbudowana logistyka obejmująca przynajmniej kilka państw. To nie wygląda na działanie pojedynczego sprawcy działającego z własnej inicjatywy, a raczej na przemyślane, etapowe przedsięwzięcie, w którym każdy uczestnik zna zaledwie swój fragment całości.
Zarzuty stawiane w Polsce rzucają światło na to, jak taki ładunek wędrował po kontynencie. W sierpniu 2024 roku polscy śledczy zatrzymali 27-letniego wówczas Ukraińca Władysława D. Prokuratura zarzuca mu, że w litewskim Wilnie przekazał pośrednikowi cztery paczki wyposażone w ładunki wybuchowe po aktywowaniu ich zapalników czasowych. Sama operacja przebiegała więc etapami, a poszczególne ogniwa niekoniecznie znały całość.
Jedna z tych paczek wybuchła w lipcu 2024 roku na lotnisku w Lipsku. Z relacji wynika, że tylko przypadek zapobiegł tragedii: samolot DHL, do którego miała trafić przesyłka, miał opóźnienie, więc pożar nie wybuchł podczas lotu. Kolejna paczka zapaliła się w magazynie w angielskim Birmingham, a trzecia w ciężarówce w Polsce. Gdyby harmonogram lotu się nie zmienił, skutki mogłyby być znacznie poważniejsze, a reakcja służb nastąpiłaby za późno.
Uwagę zwraca też fakt, że część zdarzeń miała miejsce nie w jednym, ale w kilku krajach niemal w tym samym czasie. To sprawia, że dochodzenia prowadzone są równolegle w różnych jurysdykcjach, a pełny obraz powstaje dopiero wtedy, gdy poszczególne ślady zaczynają się ze sobą krzyżować. Dla opinii publicznej konsekwencją jest długotrwałe oczekiwanie na ostateczne rozstrzygnięcia, bo sprawa nie zamyka się w jednym akcie oskarżenia.
Władysław D. stoi przed sądem w Warszawie wraz z czterema innymi domniemanymi jednorazowymi agentami. Przyznał, że na polecenie kontaktu na Telegramie o pseudonimie "Warrior" wydobywał z podziemnych skrytek puszki po konserwach i części do dronów, a następnie przekazywał je dalej, między innymi do Niemiec. Polscy śledczy łączą go również z podpaleniem marketu budowlanego.
Termin "jednorazowy agent" bywa używany przez służby na określenie osób wciąganych do wykonania pojedynczego, wąskiego zadania bez znajomości szerszego kontekstu. Z opublikowanych informacji wynika, że wykonawcy nie muszą wiedzieć, co dokładnie przewożą ani jaki jest cel całej operacji. Taka struktura utrudnia dochodzenie: każdy zatrzymany potrafi opisać jedynie swój własny, niewielki fragment.
Rola komunikatorów internetowych w takiej strukturze także zasługuje na uwagę. Kontakt o pseudonimie "Warrior" kierował jednym z zatrzymanych, ale sam pozostaje postacią ulotną, trudną do zidentyfikowania i powiązania z konkretnym miejscem. Anonimowa korespondencja w sieci pozwala organizatorom zachować dystans między sobą a wykonawcami, co dodatkowo utrudnia przypisanie odpowiedzialności konkretnym osobom.
Tropy nie kończą się na Niemczech czy Polsce. W czerwcu policja aresztowała w pobliżu serbskiej Suboticy dwóch mężczyzn. Jak wynika z doniesień, u jednego znaleziono części dronów, a u drugiego materiały wybuchowe w puszkach po konserwach. Dowody wskazywały, że ładunek mógł być przeznaczony do Niemiec. Obaj podejrzani nadal przebywają w areszcie śledczym.
Subotica leży w pobliżu granicy z Węgrami, a dalej na północ droga do Niemiec wiedzie przez kolejne kraje strefy Schengen. Kontrola przepływu takich materiałów opiera się więc bardziej na współpracy między służbami niż na sztywnych kontrolach granicznych, które w dużej części kontynentu od lat nie istnieją. To oznacza, że łatwość przemieszczania się, uznawana zwykle za zdobycz integracji europejskiej, bywa tu także słabym punktem, z którego korzystają osoby planujące zamachy.
Inaczej przedstawia się sytuacja Olega Le., domniemanego organizatora ataku dronowego w Lipsku. Według ustaleń opisanych w mediach niemieckie służby bezpieczeństwa zmarnowały okazję, by go zatrzymać: po popełnieniu przestępstwa miał wyjechać do Serbii przez berlińskie lotnisko, a obecnie ma przebywać ponownie w Rosji. Jeśli te doniesienia się potwierdzą, okaże się, że osoba uznawana za kluczową w całej sprawie wymknęła się zasięgowi wymiaru sprawiedliwości, mimo że była na terenie Unii Europejskiej, a służby miały realną szansę zareagować, zanim opuścił kontynent.
Choć sama afera dotyczy Niemiec, jej mechanika dotyka większości kontynentu. Zaangażowanie pośredników w Wilnie, pożar w Birmingham, ciężarówka w Polsce i zatrzymania w Serbii pokazują, że tras logistycznych nie da się zamknąć w granicach jednego państwa. Surowce, gotowe części i wykonawcy przemieszczają się między krajami, a każda służba widzi zaledwie wycinek całości. Dowody rozproszone są po wielu jurysdykcjach, a ustalenie pełnego łańcucha wymaga koordynacji, która bywa czasochłonna.
Publiczne ustalenia wskazują też, jak trudne jest zatrzymanie osób uznawanych za organizatorów. Dopóki ktoś potrafi sprawnie opuścić kraj po dokonaniu czynu, dopóty dochodzenie skupia się na niższych szczeblach łańcucha, gdzie sprawcy znają najmniej. Przypadek domniemanego organizatora, który zdążył przejechać przez Berlin i trafić na Bałkany, bywa przywoływany jako przykład tego, jak usprawnić wymianę informacji między państwami Unii Europejskiej.
Z opublikowanych informacji wyłania się też obserwacja, że nie trzeba drogiego i wyspecjalizowanego sprzętu, by wywołać poważny incydent. Drony dostępne na rynku, materiały wybuchowe w puszce po jedzeniu i wynajęty samochód to zestaw, którego koszt pozostaje niski, a potencjalne skutki duże. Codzienne przedmioty zostają wciągnięte w działania o charakterze wywiadowczym: puszka po konserwie nie wzbudza podejrzeń podczas przewozu, a materiał wybuchowy umieszczony w takim pojemniku łatwo przeoczyć wśród innych, zwykłych rzeczy. Podobnie jest z dronem, którego komponenty można kupić bez zwracania na siebie uwagi.
Analitycy zwracają uwagę, że część działań przypomina znane z linii frontu praktyki, przeniesione na grunt cywilny. Te same rozwiązania, które od lat stosuje się na polu walki, znajdują tu zastosowanie poza nim. Kiedy standardowe elementy wyposażenia trafiają w ręce wykonawców spoza wojska, granica między frontem a tyłem zaciera się, a służby państw, które nie prowadzą wojny, muszą mierzyć się z metodami opracowanymi w zupełnie innym kontekście.
Nie bez znaczenia pozostaje też element czasu. Łańcuch zdarzeń opisany w doniesieniach rozciąga się od lipca 2024 roku, kiedy eksplodowała pierwsza paczka w Lipsku, aż po zatrzymania w Serbii latem tego samego roku. Pełne odtworzenie takiej operacji zajmuje śledczym miesiące, a nie tygodnie, podczas gdy podobne incydenty, o których donosiły media w całej Europie, zdarzały się niemal równolegle. Jedna z zatrzymanych osób łączona jest przy tym z podpaleniem marketu budowlanego, co dodatkowo poszerza katalog zdarzeń przypisywanych tej samej siatce.
Jest w tym również pytanie o proporcje odpowiedzialności. Z jednej strony stoją wykonawcy, którzy podjęli się zadania za niewielką sumę i znali zaledwie własny wycinek planu. Z drugiej organizatorzy działający z zagranicy, w dużej mierze poza zasięgiem europejskich sądów. Rozliczenie całej struktury bywa trudniejsze niż udowodnienie winy pojedynczemu sprawcy, zwłaszcza gdy poszczególne ogniwa nie znały siebie nawzajem i nie potrafiły opisać szerszego zamysłu.
Choć ataki z użyciem dronów w przestrzeni lotniczej bywają najszerzej komentowane, częścią tej samej układanki są też inne elementy. Podejrzany pożar w ciężarówce w Polsce, zdarzenie w magazynie w Wielkiej Brytanii czy podpalenie marketu budowlanego, z którym polski wymiar sprawiedliwości łączy jedną z zatrzymanych osób, pokazują, że celami bywają obiekty o realnym wpływie na codzienne funkcjonowanie gospodarki. Służby zmuszone są rozkładać uwagę na szerokie spektrum obiektów, co siłą rzeczy osłabia ochronę każdego z nich pojedynczo.
Na ten moment trudno jednoznacznie stwierdzić, na ile opisane zdarzenia tworzą jeden spójny scenariusz, a na ile są odrębnymi incydentami o podobnej mechanice. Publiczne materiały pozwalają opisać schemat, ale nie przesądzają o tym, kto i w jakim stopniu ponosi odpowiedzialność za każde z poszczególnych zdarzeń. Dalszy rozwój śledztw może zmienić obecny obraz i dodać do tej układanki kolejne elementy, o których dziś brak jest przekonujących informacji.
Śledztwo w sprawie wydarzeń w Lipsku i ich europejskich powiązań trwa, a postępowania toczą się w kilku krajach jednocześnie. Część tropów prowadzi poza granice Unii Europejskiej, co dodatkowo komplikuje dochodzenie, a z opublikowanych do tej pory informacji trudno przesądzać, ilu wykonawców i organizatorów łącznie może być objętych postępowaniami ani jak zakończą się poszczególne procesy. Obraz sprawy może jeszcze ewoluować, podobnie jak zakres stawianych zarzutów. Powyższe szczegóły pochodzą wyłącznie z publicznych doniesień medialnych. Ostateczną ocenę faktów pozostawić należy organom ścigania i sądom.