
W Canberze rozpoczęła się we wtorek rozprawa przed Sądem Najwyższym Australii, najwyższą instancją sądową w kraju. Sędziowie mają ocenić, czy zakaz korzystania z mediów społecznościowych przez dzieci jest zgodny z konstytucją. To najpoważniejszy test przepisów, które Australia wprowadziła jako jedno z pierwszych państw na świecie i które od początku budzą spory.
Przed sądem stanęły Reddit oraz fundacja Digital Freedom Project, która złożyła pozew. Ich zdaniem reformy przygotowano w pośpiechu i niedbale, przez co dzieci zostały pozbawione prawa do swobodnej komunikacji. Skarżący przekonują, że ustawa jest niezgodna z konstytucją i powinna zostać uchylona. Jak podkreślali, chodzi o prawo do komunikowania się, które w ich ocenie należy do podstawowych.
Zakaz obowiązuje od 10 grudnia zeszłego roku. Wprowadzono go w ramach szerszego pakietu zmian dotyczących bezpieczeństwa w sieci, które rząd Australii przeprowadził w ostatnich latach. Zwolennicy twierdzą, że przepisy chronią dzieci przed szkodliwymi treściami. Krytycy uważają je za zbyt ogólne narzędzie i przekonują, że wysiłki należy skierować na poprawę bezpieczeństwa w internecie, a nie na blokowanie całych serwisów.
Przed budynkiem sądu w Canberze przemawiała minister komunikacji Anika Wells. Mówiła, że pytanie o to, na co społeczeństwo godzi się w przypadku platform technologicznych, jest najważniejszym pytaniem politycznym naszych czasów. Dodała, że rząd broni podstawowej zasady australijskiej demokracji, czyli prawa Australijczyka, a zwłaszcza australijskiego dziecka, do życia bez krzywdy. Według niej to prawo jest przedmiotem trwałego ataku ideologicznego.
Skarga konstytucyjna została złożona kilka tygodni przed wejściem zakazu w życie. Stoi za nią Digital Freedom Project, którą kieruje parlamentarzysta z Nowej Południowej Walii John Ruddick. Przed sądem powiedział dziennikarzom, że polityka rządu to w istocie cenzura.
Dwoje nastolatków, które pierwotnie stało za tą sprawą, Noah Jones i Macy Neyland, wycofało się z roli powodów. Nie podali publicznie powodów tej decyzji. Jones mówił jednak dziennikarzom przed sądem, że dzieci zasługują na to, by ich głos był słyszany. Jeśli dzieci nie współpracują i nie dzielą się własnymi poglądami, pozostają widzami we własnym świecie - powiedział, cytowany przez gazety Nine.
Rząd broni przepisów jako fundamentu ochrony najmłodszych, a strona skarżąca liczy na to, że sędziowie uznają ustawę za sprzeczną z konstytucją. Sprawa jest pilnie obserwowana, bo dotyczy rozwiązania, które Australia reklamuje jako wzór dla innych państw.