
Dwoje kilkuletnich dzieci z warszawskiej Białołęki trafiło do placówki opiekuńczo-wychowawczej po interwencji Rzeczniczki Praw Dziecka Moniki Horny-Cieślak. Sąd rodzinny uznał, że odebranie ich rodzicom było nieuzasadnione, i nakazał natychmiastowe wydanie dzieci. Sprawę opisał Kanał Zero.
Rzeczniczka była świadkiem, jak na warszawskiej Białołęce kobieta szarpie swoje dziecko i na nie krzyczy. Zwróciła jej uwagę, a w odpowiedzi usłyszała wulgarne słowa. W mediach społecznościowych napisała później: „Byłam świadkiem stosowania przemocy fizycznej i psychicznej wobec kilkuletnich dzieci w miejscu publicznym. (...) Jako świadek przemocy zawiadomiłam policję”. Podkreśliła, że nie zgadza się na marginalizowanie przemocy wobec dzieci i każdym takim zachowaniom będzie się stanowczo sprzeciwiać.
Sprawa najpierw trafiła na policję. Funkcjonariusze po sprawdzeniu sytuacji nie znaleźli podstaw do odebrania dzieci. Tak samo ocenili kurator sądowy i sam sąd. Na tym się jednak nie skończyło. Wieczorem z biura Rzecznika Praw Dziecka wykonywano telefony do sądu i podejmowano kolejne próby przekonania sędziego o konieczności odebrania dzieci, ale nie przyniosły one skutku.
Przełom nastąpił podczas nadzwyczajnego spotkania na komisariacie, w którym wzięła udział Monika Horna-Cieślak oraz Komendant Stołeczny Policji. Policjantka, która nie widziała ani dzieci, ani rodziców, wydała decyzję o nakazie opuszczenia mieszkania i zakazie zbliżania się do dzieci. Dzieci w wieku trzech i czterech lat trafiły do placówki opiekuńczo-wychowawczej. Stało się to bez wcześniejszego orzeczenia sądu.
Sąd rodzinny musiał ocenić zasadność tak drastycznych środków i wszcząć postępowanie opiekuńcze z urzędu. Po przeanalizowaniu sprawy nakazał natychmiastowe wydanie dzieci rodzicom. W uzasadnieniu stwierdził, że działania wobec rodziny „mogą nosić wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej” i były „rażąco nieproporcjonalne do zaistniałego zdarzenia”. Jednym z argumentów za odebraniem dzieci były dwie butelki piwa znalezione w mieszkaniu, Sąd określił ten powód jako „całkowicie chybiony i wręcz absurdalny”.
W sądzie matka tłumaczyła, że szarpnęła dziecko, ponieważ nagle weszło na jezdnię. Rzeczniczka tej wersji nie zaprzecza, więc sąd ocenił zachowanie kobiety jako reakcję na stres i strach o dziecko, a nie dowód celowej agresji. Podkreślił też, że nawet wcześniejsza karalność ojca nie może automatycznie dyskwalifikować go jako rodzica, zwłaszcza że nie dotyczyła przestępstw przeciwko rodzinie czy dzieciom. „Nagłe, przymusowe odseparowanie tak małych dzieci od matki i ojca może powodować potężną, trudną do wyobrażenia traumę” – napisał sędzia.
Do sprawy odniosła się Komenda Stołeczna Policji. W komunikacie podała, że w komendzie odbyło się spotkanie o charakterze roboczym dotyczące sytuacji rodziny i bezpieczeństwa małoletnich, które nie miało charakteru decyzyjnego. Policja zaznaczyła, że jej ocena sytuacji rodziny nie opierała się wyłącznie na jednym zdarzeniu, a wobec rodziny prowadzona była już procedura interdyscyplinarna, Niebieska Karta oraz nadzór sądowy. Rodzina miała być objęta opieką Ośrodka Pomocy Społecznej i nadzorem zespołów interdyscyplinarnych w dwóch dzielnicach.
Zapowiedziano zbieranie podpisów pod odwołaniem Moniki Horny-Cieślak ze stanowiska rzecznika praw dziecka. Sędzia zaapelował też do rzeczniczki, by z taką samą determinacją walczyła o poprawę systemu pieczy zastępczej w Warszawie.