← Newsy Veritop Polska

Awantura o rektora Akademii Wymiaru Sprawiedliwości. Cudak objął gabinet w asyście policji

12 wrzesień 2026 · 8 min min czytania · Newsy Veritop
Zdjęcie: CC BY 3.0 pl
Sławomir Cudak wszedł do siedziby Akademii Wymiaru Sprawiedliwości w asyście policji, odwołał dwóch prorektorów i złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Przed uczelnią protestowali politycy PiS, minister mówi o "krzykaczach".

Piątek przed warszawską siedzibą Akademii Wymiaru Sprawiedliwości wyglądał jak scenariusz, w którym dwie strony sporu rozmawiają ze sobą wyłącznie przez drzwi. Nowy rektor stał przed własnym gabinetem i nie mógł do niego wejść, przed budynkiem protestowali politycy, a prezes partii rządzącej do siedziby uczelni wpuszczony nie został. Sławomir Cudak, wyznaczony przez ministra sprawiedliwości na p.o. rektora-komendanta uczelni, po kilku godzinach wszedł do środka w asyście policji i jeszcze tego samego dnia ogłosił pierwsze decyzje kadrowe.

Najpierw decyzja, potem zamknięte drzwi

Formalnym początkiem sporu była decyzja Ministerstwa Sprawiedliwości. W czwartek resort poinformował, że Waldemar Żurek po ponownym rozpatrzeniu sprawy utrzymał w mocy decyzję o odwołaniu dr. Michała Sopińskiego z funkcji rektora-komendanta Akademii Wymiaru Sprawiedliwości. Już samo sformułowanie „po ponownym rozpatrzeniu” zdradza, że sprawa odwołania wracała do ministra co najmniej dwukrotnie - a mimo to ostateczna decyzja pozostała ta sama. Obowiązki przejąć miał prof. AWS, dr hab. Sławomir Cudak, który - jak przekazało ministerstwo - jest uprawniony do kierowania Akademią oraz reprezentowania jej na zewnątrz. To nie jest zwykła uczelnia: to publiczna szkoła wyższa, która kształci kadry między innymi dla Służby Więziennej, dlatego spór o jej kierownictwo od początku miał wymiar nie tylko akademicki, ale też instytucjonalny, a nawet polityczny. Stąd ostrożność obu stron: każda z nich wie, że kto rządzi Akademią, ten w praktyce decyduje o tym, jak kształci się przyszłe kadry formacji mundurowej.

W piątek rano Cudak stawił się w siedzibie uczelni w Warszawie i nie został wpuszczony. Protestujący nie chcieli go przepuścić do gabinetu; przeciwko jego obecności protestowali m.in. posłanka klubu PiS Maria Kurowska oraz Adam Borowski, były kandydat na Rzecznika Praw Obywatelskich i działacz opozycji demokratycznej w PRL. Nowy p.o. rektor apelował: „Proszę pozwolić mi wykonywać moje obowiązki, proszę mi umożliwić sprawowanie obowiązków rektora-komendanta” - powołując się na decyzję resortu sprawiedliwości i podkreślając, że jest legalnie sprawującym obowiązki rektorem-komendantem. Gdy apel nie poskutkował, wezwał policję, by umożliwiła mu wejście do budynku. Po kilku godzinach wszedł do środka w asyście funkcjonariuszy. Scena miała w sobie coś symbolicznego: osoba, która według jednej strony sporu jest już rektorem, wchodziła do własnej uczelni jak do twierdzy, a po drugiej stronie drzwi stała posłanka przekonana, że to ona pilnuje prawa.

Dwie wersje jednego sporu

Ministerstwo Sprawiedliwości od początku zaznaczało, że zmiana rektora jest zgodna z prawem. Rzeczniczka ministra Dominika Ziętara tłumaczyła, że działania resortu mają na celu egzekwowanie prawa, a obecność policji wynika z konieczności zapewnienia bezpieczeństwa i porządku. Wiceszefowa Ministerstwa Sprawiedliwości Maria Ejchart mówiła z kolei po godzinie 14, że Cudak podjął pracę i zaczął podejmować pierwsze decyzje jako p.o. rektora-komendanta AWS, a jego celem jest uspokojenie sytuacji i zapewnienie ciągłości funkcjonowania uczelni. Resort przedstawia więc całe zajście jako procedurę, którą zakłócili protestujący - nie jako spór o władzę, tylko egzekucję decyzji, której ważność jego zdaniem nie podlega dyskusji.

Odwołany rektor przedstawia sprawę inaczej. Michał Sopiński mówił w TV Republika, że decyzja o jego odwołaniu nie została mu doręczona, a minister nie miał podstaw do podjęcia takiej decyzji. Dzień wcześniej napisał na platformie X, że Cudak „został zwolniony w trybie natychmiastowym bez wypowiedzenia z AWS za ciężkie naruszenie praw pracowniczych”. Maria Kurowska powtarzała przed uczelnią, że Cudak nie jest pracownikiem uczelni, a „rektor jest jeden” - i jej zdaniem jest nim Sopiński. Obie wersje stoją wprost w sprzeczności: jedna strona mówi o legalnym objęciu funkcji po ostatecznej decyzji ministra, druga o osobie, która według uczelni została z niej zwolniona dyscyplinarnie i nie ma prawa wracać. Co istotne, obie strony odwołują się przy tym do prawa - różnica dotyczy tego, czyją interpretację uzna za wiążącą niezależna instytucja. Dopóki żadna z nich się nie wypowie, każda ze stron może czuć się w prawie.

Pikieta, policja i zamknięty budynek

Sytuację przed uczelnią szczegółowo opisywał rzecznik komendanta stołecznego policji, komisarz Jacek Wiśniewski. Przekazał PAP, że w przypadku osób blokujących wejście „dyspozycje do opuszczenia pomieszczenia wydał aktualny rektor tejże uczelni, trzykrotnie prosząc o opuszczenie pomieszczenia”, ostatecznie zaś „decyzją administratora budynku obiekt został zamknięty”. Wiśniewski potwierdził również, że w środku budynku znajduje się jedna z posłanek Prawa i Sprawiedliwości - Maria Kurowska. Z relacji policji wyłania się obraz kuriozalny: zamknięto uczelnię, w której wewnątrz pozostała posłanka, a na zewnątrz stał rektor, którego część obecnych nie uznawała. Gdy budynek został zamknięty, spór przeniósł się w całości na chodnik, a jego uczestnicy mogli już tylko czekać na ruch drugiej strony.

W trakcie zamieszania pod uczelnię przyjechali kolejni politycy PiS, w tym prezes partii Jarosław Kaczyński i poseł Sebastian Kaleta. Żaden z nich nie został wpuszczony do budynku. Portal Onet przypomina przy tym, że wcześniej objęcie roli przez Cudaka usiłowali uniemożliwić politycy PiS i pracownicy Telewizji Republika. Piątkowa pikieta nie była więc przypadkowym wybuchem, tylko jednym z etapów napięcia, które - sądząc po doniesieniach - narastało od co najmniej kilku dni, a jego uczestnicy z góry zapowiadali, że nie uznają decyzji ministerstwa. Obecność polityków najwyższego szczebla partii, która nie sprawuje władzy, nadawała zresztą całej scenerii charakter niemal parlamentarnego sporu przeniesionego pod bramę uczelni.

Pierwsze decyzje: zmiany wśród prorektorów

Nowy p.o. rektor po wejściu do budynku przeszedł od słów do czynów. W opublikowanym na stronie Akademii oświadczeniu Cudak poinformował oficjalnie, że wykonuje obowiązki rektora-komendanta AWS, i ogłosił pierwsze decyzje kadrowe. Z funkcji prorektorów odwołani zostali dr Iwona Lewandowska-Pierzynka oraz dr Mariusz Kuryłowicz. Do pełnienia funkcji prorektora do spraw rozwoju powołany został natomiast dr Jakub Czarkowski. Skala zmian jest więc konkretna: dwóch odwołanych, jeden powołany, a do tego formalny ruch w stronę organów ścigania. Pierwszy dzień urzędowania pokazał, że nowe kierownictwo nie zamierza czekać na uspokojenie atmosfery - woli samemu nadać jej kierunek.

Nowy p.o. rektor złożył bowiem zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez dwójkę odwołanych prorektorów - materiały źródłowe nie podają, czego dokładnie zawiadomienie dotyczy. Oświadczenie zakończył podziękowaniami skierowanymi do społeczności uczelni: „Dziękuję całej społeczności Akademii Wymiaru Sprawiedliwości za dotychczasową współpracę i zaangażowanie. Jestem przekonany, że wspólnie dołożymy wszelkich starań, aby uczelnia funkcjonowała sprawnie, odpowiedzialnie i z poszanowaniem jej akademickiego charakteru”. Ton jest pojednawczy i skierowany do pracowników, ale decyzje - odwołania prorektorów i zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa - wskazują, że nowe kierownictwo nie zostawia sporu za sobą i szykuje grunt pod kolejne rozstrzygnięcia, tym razem podejmowane już w spokoju gabinetu.

Doręczenie zastępcze, czyli formalny rdzeń sporu

Sercem całej sprawy jest kwestia proceduralna: czy decyzja o odwołaniu została skutecznie doręczona, a jeśli nie - czy odwołanie w ogóle obowiązuje. Strona rządowa twierdzi, że tak. Maria Ejchart, pytana wprost, czy decyzja została doręczona Sopińskiemu, potwierdziła. Wyjaśniała przy tym, że minister sprawiedliwości postanowił niezwłocznie przekazać odwołanemu rektorowi informację o podjęciu ostatecznej decyzji i skorzystał z możliwości przekazywania korespondencji w ramach jednego organu przez funkcjonariuszy - w tym wypadku Służby Więziennej. Na mocy decyzji dyrektora generalnego Służby Więziennej funkcjonariusze doręczyli decyzję „w sposób zastępczy, ponieważ on wyraźnie odmówił” jej przyjęcia. Wybór drogi przez Służbę Więzienną nie był przypadkowy: to formacja, którą Akademia kształci, a jednocześnie służba podległa ministrowi sprawiedliwości.

Dlaczego w ogóle potrzebne było doręczenie zastępcze? Według relacji Ejchart, Sopiński od dłuższego czasu nie odbiera korespondencji od ministra sprawiedliwości i zakazał odbioru również pracownikom AWS, dlatego szef resortu zastosował tzw. doręczenie zastępcze, przewidziane przez Kodeks postępowania administracyjnego. Odwołany rektor utrzymuje natomiast, że decyzja nie została mu doręczona w sposób, który pozwalałby uznać ją za skuteczną. W tym miejscu obie strony mówią o tej samej czynności - doręczeniu przez funkcjonariuszy Służby Więziennej - a różnią się tylko oceną jej skuteczności. Dopóki sporu nie rozstrzygnie sąd administracyjny, prokuratura albo kolejna instancja, obie strony mogą funkcjonować w przeświadczeniu, że to druga łamie prawo. Materiały źródłowe nie zawierają informacji o tym, czy którykolwiek organ już zajął stanowisko w tej kwestii.

Reakcje: od „państwo prawa działa” po „bezprawny zamach”

Zamieszanie przed uczelnią wywołało lawinę politycznych komentarzy. Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek stwierdził w piątek, że „państwo prawa działa i nie ustępuje przed krzykaczami” - w reakcji na sytuację, w której powołany przez niego Cudak nie został wpuszczony do siedziby. Sprawę skomentował też krótko na portalu X: „Stało się, dobrego weekendu!” - cytuje Onet. Zwięzły wpis sugerował, że minister traktuje objęcie obowiązków przez Cudaka jako zamknięty rozdział, po którym pozostaje już tylko formalnościowa kontynuacja.

Przeciwna strona widzi to zupełnie inaczej. Szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki, który w piątek spotkał się z odwołanym rektorem Michałem Sopińskim, ocenił, że „atak na Akademię Wymiaru Sprawiedliwości to kolejna próba bezprawnego wpływania przez rząd na niezależność instytucji”. Sebastian Kaleta zarzucił władzom wykorzystywanie policji do blokowania pracy parlamentarzystów i zapowiedział złożenie zawiadomienia do prokuratury. „Mamy do czynienia z bezprawnym zamachem na niezależną od rządu instytucję” - mówił poseł. Jarosław Kaczyński apelował z kolei do władz niezależnych od rządu, by podjęły działania: „Potrzebna jest odwaga, determinacja i zdolność do powiedzenia tej władzy «nie»”. W tych słowach spór o jednego rektora urasta do szerszej narracji o niezależności instytucji - i właśnie ta narracja, a nie tylko sam los uczelni, będzie się prawdopodobnie ciągnąć w kolejnych tygodniach. Uwagę zwraca przy tym symetria: zarówno minister, jak i jego krytycy mówią o obronie prawa, tyle że każde z nich ma na myśli inne prawo - decyzję, która zapadła, albo procedurę, której ich zdaniem nie dopełniono.

Na razie nowy p.o. rektor urzęduje w budynku, a uczelnia - przynajmniej formalnie - wróciła do pracy. Spór jednak wcale nie został zamknięty: po obu stronach są zapowiedzi lub złożone zawiadomienia do prokuratury, sprzeczne wersje tej samej decyzji i instytucje publicznie stające po przeciwnych stronach barykady. Kto ostatecznie pokieruje uczelnią kształcącą kadry Służby Więziennej, rozstrzygnie się zapewne nie przed budynkiem, lecz w sądach i urzędach. Informacje w tym artykule pochodzą z publicznych doniesień medialnych (Onet, RMF24).

portret Marek Sobczak
Polska
Marek Sobczak
Dziennikarz polityczny w redakcji Veritop. Śledzi krajobraz polityczny, pracę Sejmu i sprawy samorządowe. Po pracy biega, a w domu czeka na niego jamnik o imieniu Stefek.
Artykuł powstał na podstawie publicznych doniesień medialnych.