← Newsy Veritop Biznes

Stopy procentowe znów w górę? Globalna gra banków centralnych w cieniu wojny o ropę

13 wrzesień 2026 · 7 min czytania · Newsy Veritop
Zdjęcie: Zdjęcie własne (CMS)
Europejski Bank Centralny podniósł stopy do 2,5 proc., a decyzje Fedu i Banku Anglii mogą pójść w tę samą stronę. Powód: drożejąca ropa i rosnąca inflacja w cieniu wojny USA–Iran. Oto kto co szykuje na rynkach.

Koniec wakacji nie przyniósł rynkom wyczekanego oddechu. Przeciwnie - wrócił temat, który przez ostatnie miesiące świetnie potrafił popsuć nastroje: koszt pieniądza. Europejski Bank Centralny już ruszył i podniósł stopy procentowe do 2,5 proc., ale to najpewniej nie koniec. Przed nami decyzje Rezerwy Federalnej USA i Banku Anglii, a ekonomiści nie mają wątpliwości, że obniżek w najbliższym czasie nie zobaczymy. Znaczna część rynku zakłada wręcz kolejne podwyżki. Paliwa do takiego myślenia dostarcza przede wszystkim drożejąca ropa i napięcia wokół wojny USA–Iran, które odbijają się na cenach energii na całym świecie.

Zanim przejdziemy do szczegółów, jedna ważna uwaga: wszystkie Rynki bywają zmienne, a decyzje banków centralnych potrafią zaskoczyć nawet najbliżej współpracujących z nimi analityków.

Dla zwykłych ludzi ten spór makroekonomiczny brzmi abstrakcyjnie, ale skutki są bardzo konkretne. Od wysokości stóp zależą raty kredytów hipotecznych, oprocentowanie lokat, koszty finansowania firm, a pośrednio także to, ile zostaje w portfelu na koniec miesiąca. Dlatego gdy banki centralne zmieniają kurs, ciśnienie odczuwają nie tylko inwestorzy na rynkach finansowych, lecz także rodziny spłacające kredyty i przedsiębiorcy planujący inwestycje. Właśnie ten mechanizm sprawia, że decyzje o stopach są tak pilnie śledzone i tak mocno politycznie rozgrywane.

Wojna na Bliskim Wschodzie uderza w koszyk zakupów

Źródła problemu trzeba szukać tam, gdzie ceny energii rozjeżdżają się z budżetami gospodarstw domowych. Jak wynika z doniesień, rosnące ceny ropy od miesięcy podbijają to, co kierowcy płacą na stacjach benzynowych, i systematycznie uszczuplają domowe budżety. Do tego dochodzi strach o to, czy gospodarcze skutki wojny USA–Iran nie pchną kosztów życia jeszcze wyżej.

Sedno tkwi w dostawach surowca. Wojna ograniczyła żeglugę przez Cieśninę Ormuz - jeden z najważniejszych morskich szlaków transportu ropy i gazu na świecie. Efekt widać w notowaniach: baryłka ropy Brent zbliżyła się w ostatnim czasie do poziomu około 105 dolarów, czyli granicy, którą ostatnio widzieliśmy na początku konfliktu. Każdy taki ruch w górę ceny surowca przekłada się z opóźnieniem na ceny paliw, energii i, szerzej, na inflację w wielu gospodarkach.

Mechanizm przekładu jest dość prosty i dobrze znany ekonomistom. Droższa ropa podraża nie tylko benzynę na stacjach, ale także transport, produkcję tworzyw, logistykę i ogrzewanie. Firmy, które ponoszą te koszty, w końcu przenoszą je na klientów, a wtedy inflacja zaczyna żyć własnym życiem - od towarów importowanych po ceny usług. Bank centralny, który chce taki efekt zdusić, sięga właśnie po stopy procentowe. Im droższy pieniądz, tym słabszy popyt, a tym samym mniejsza presja na kolejne podwyżki cen. To właśnie ten, niekiedy bolesny, wybór stoi teraz przed decydentami w największych gospodarkach.

EBC już podniósł stopy. Europa bierze na klatę wyższe koszty

Pierwszy konkretny ruch w tej rundzie wykonał Europejski Bank Centralny. W tym tygodniu rada EBC zdecydowała o podwyżce stóp procentowych do 2,5 proc., a jako uzasadnienie podała właśnie konflikt na Bliskim Wschodzie. W komunikacie padło przy tym ostrzeżenie, że inflacja przez jakiś czas będzie utrzymywać się wyraźnie powyżej celu banku wynoszącego 2 proc.

To ważny sygnał, bo oznacza, że największy bank centralny strefy euro świadomie godzi się na wyższy koszt pieniądza, by nie dopuścić do zakotwiczenia inflacji na poziomie, z którego trudno będzie się cofnąć. Droższe kredyty i wyższe raty w całej strefie euro to cena, którą Europejczycy mogą odczuć w najbliższych miesiącach.

Warto przy tym pamiętać, że EBC reaguje na dwa fronty naraz. Z jednej strony musi gasić inflację, którą podbija drogie paliwo i energia, z drugiej - pilnować, by kosztowniejsze kredyty nie zdławiły i tak nikłego ożywienia w wielu gospodarkach strefy euro. Decyzja o podwyżce mimo takiego balansu to jasny komunikat, na czym w tym momencie zależy decydentom we Frankfurcie: powstrzymanie wzrostu cen stoi wyżej niż tani pieniądz i szybki wzrost.

Rezerwa Federalna przed decyzją. Wall Street obstawia podwyżkę

Uwaga rynków przenosi się teraz za ocean. Amerykański bank centralny od pięciu posiedzeń z rzędu trzyma stopy w przedziale 3,5–3,75 proc., a po raz ostatni zmienił je w grudniu, obniżając. Teraz wszystko wskazuje na to, że kierunek może się odwrócić.

Powodów jest kilka. Inflacja w Stanach Zjednoczonych utrzymuje się powyżej celu - w ostatnich danych sięgała 3,4 proc., czyli wyraźnie ponad zakładane 2 proc. Rynek pracy pozostaje przy tym mocny, co daje bankowi centralnemu przestrzeń, a zarazem argument, by zacieśniać politykę bez obawy o gwałtowny wzrost bezrobocia. Do tego dochodzą nastroje wokół ropy: sam Donald Trump powtarzał, że ceny surowca nie spadną, dopóki nie skończy się wojna z Iranem, czego spodziewa się dopiero po listopadowych wyborach.

W efekcie znaczna część Wall Street obstawia, że Fed podniesie stopy już w tym miesiącu. W środę zapadnie pierwsza z kluczowych decyzji - przed nami posiedzenie amerykańskiego banku centralnego, a tuż po nim decyzja Banku Anglii.

Dla amerykańskiej gospodarki wysoka cena paliwa to podwójny cios. Z jednej strony obniża realną siłę nabywczą, z drugiej - przez twardy rynek pracy - utrzymuje presję płacową, która łatwo przedziera się do cen usług. Fed stoi więc przed trudnym zadaniem: musi zbić inflację, nie prowokując zawahania koniunktury. Każda zbyt odważna albo zbyt powściągliwa decyzja odbije się w notowaniach, dlatego komunikacja władz banku wokół samego posiedzenia jest obserwowana co do słowa.

Nowy szef Fedu i ekonomistów podzielone zdania

Snując scenariusze, ekonomiści patrzą przede wszystkim na osobę nowo powołanego przewodniczącego Rezerwy Federalnej, Kevina Warsha. Jak czytamy w doniesieniach, Warsh pozostaje oszczędny w słowach, jeśli chodzi o kierunek stóp, ale wielokrotnie podkreślał, że priorytetem banku powinno być spowolnienie wzrostu cen. To komentarz, który u większości obserwatorów tylko podsycił oczekiwania podwyżki.

Analitycy Deutsche Bank przekonują, że podwyżka jest obecnie najbardziej prawdopodobnym scenariuszem, wskazując właśnie na wypowiedzi Warsha i innych członków Fedu. Nie wszyscy są jednak tak jednomyślni. Grace Zwemmer, ekonomistka ds. USA w Oxford Economics, spodziewa się raczej, że stopy pozostaną bez zmian. Łączy je natomiast coś innego - niemal wszyscy zgadzają się, że obniżka kosztu pieniądza w najbliższym czasie jest mało realna. Na tapet wraca więc nie pytanie „czy czekają nas cięcia?”, tylko „czy czeka nas kolejna podwyżka i kiedy?”.

Dla obserwatorów rynków ten rozjazd prognostyczny to także praktyczna wskazówka: niepewność sama w sobie potrafi podbić zmienność. Gdy inwestorzy nie są zgodni co do kierunku, wypowiedzi prezesa, dane o inflacji czy kolejne doniesienia z Bliskiego Wschodu bywają wystarczającym powodem do korekt. W takim otoczeniu trudniej o stabilne, długoterminowe plany - zarówno na giełdach, jak i w realnej gospodarce.

Trump naciska na obniżki. Bank centralny stawia na twardość

W tle tych rynkowych kalkulacji trwa polityczna przepychanka. Donald Trump, mimo że sam wskazuje na wojnę i drożyznę ropy, która podbija inflację, ponownie domaga się od Fedu niższych stóp. Na swoich kanałach społecznościowych miał napisać, że Fed, kierowany przez „wielkiego nowego lidera”, powinien wreszcie „zmądrzeć” i być „PATRIOTAMI”.

Takie publiczne naciski na niezależność banku centralnego to scenariusz, który w ostatnich latach przestał być w USA anegdotą i stał się stałym elementem politycznego sporu o gospodarkę. Równocześnie pokazują, jak bardzo decyzje o stopach stały się wektorem politycznym - zwłaszcza w roku wyborczym, gdy koszty życia liczą się dla milionów wyborców.

Z politycznego punktu widzenia jest w tym pewna sprzeczność, którą warto odnotować. Trump z jednej strony sam wskazuje, że wojna z Iranem trzyma ropę drogo i że ceny nie spadną przed wyborami, a z drugiej domaga się od Fedu tańszego pieniądza. To napięcie między diagnozą a postulatem dosyć dobrze oddaje, jak trudne jest w tym układzie pogodzenie walki z inflacją z oczekiwaniami wyborców, którzy czują wzrost kosztów życia na własnych portfelach.

Czego się spodziewać dalej

Podsumowując: najbliższe dni mogą być przełomowe dla kierunku polityki pieniężnej w największych gospodarkach świata. W środę decyzję podejmie Rezerwa Federalna, w kolejnych dniach Bank Anglii, a całość rozgrywa się w cieniu drożejącej ropy i wojny na Bliskim Wschodzie, która wciąż ogranicza dostawy przez Cieśninę Ormuz.

Gdyby scenariusz podwyżek się zmaterializował, konsekwencje odczują nie tylko zadłużeni konsumenci, ale także firmy, które w ostatnich latach przyzwyczaiły się do tańszego pieniądza. Z drugiej strony banki centralne stoją przed trudnym wyborem: pozwolić, by inflacja wybiła ponad cel na dłużej, czy zdławić ją kosztem wolniej rosnącej gospodarki. Publikowane doniesienia sugerują, że bardziej ostrożna z tych opcji - czyli dalsze zacieśnianie - w tej chwili zdobywa przewagę.

To, co zapewni gościom umiaru, jest w tej chwili kluczowa niewiadoma. Kształt decyzji Fedu, reakcja rynków na słowa Warsha i to, jak szybko (i czy w ogóle) ceny ropy opadną po ewentualnym zakończeniu konfliktu, zadecydują o tym, czy globalne stopy procentowe rzeczywiście ponownie ruszą w górę, czy na kilka tygodni zatrzymają się w miejscu. Jedno jest niemal pewne i powtarzają to zgodnie analitycy cytowani w mediach: taniego pieniądza w najbliższym czasie nie zobaczymy.

Analitycy zwracają też uwagę na szerszy, globalny wymiar tej gry. Gdy amerykańska Rezerwa Federalna zacieśnia politykę, kapitał częściej płynie w strony oferujące wyższą stopę zwrotu, co przekłada się na wahania walut i koszt finansowania na całym świecie - w tym na rynkach wschodzących, gdzie zadłużenie w dolarach bywa szczególnie wrażliwe. Decyzja Waszyngtonu nie jest więc wyłącznie sprawą amerykańską; odbija się echem w notowaniach walut, obligacji i na giełdach od Europy po Azję.

Dla czytelnika ostateczny obraz jest dość czytelny. Rynki weszły w okres, w którym liczy się ostrożność, a nie nadzieja na szybkie ulgi w ratach kredytów. Najbliższe tygodnie - decyzje Fedu i Banku Anglii, ewentualne dalsze kroki EBC oraz przebieg wojny na Bliskim Wschodzie - pokażą, czy globalne stopy procentowe definitywnie zawrócą w górę, czy zatrzymają się na krótki przystanek. Dopóki cena ropy pozostaje wysoka, a inflacja nad celem, ryzyko kolejnych podwyżek jest realne.

portret Katarzyna Lewandowska
Biznes
Katarzyna Lewandowska
Dziennikarka ekonomiczna. Zajmuje się rynkami, stawami procentowymi i firmami. Uwielbia górskie wędrówki, a wieczorami czyta biografie znanych przedsiębiorców.
Artykuł powstał na podstawie publicznych doniesień medialnych.