
Na zeszłomiesięcznej corocznej konferencji Meta Connect Mark Zuckerberg był zaledwie trzy minuty po rozpoczęciu swojego wystąpienia, gdy jego ton stał się niemal tęskny. „Budowanie jest aktem miłości” - powiedział, spoglądając w dół, z rękami w kieszeniach. „W ten sposób przekazujemy to, w co wierzymy, i wkładamy serce oraz duszę w to, co tworzymy”. Następnie, przed setkami analityków i deweloperów, ogłosił nowości ze świata sztucznej inteligencji: agentowego chatbota Muse, serię inteligentnych okularów oraz gadżet z AI w stylu Tamagotchi. Ten ostatni nosi się na nadgarstku i pozwala rozmawiać z aplikacją-towarzyszem Muse.
Przez blisko godzinną prezentację Zuckerberg ani razu nie wspomniał o Instagramie i Facebooku - dwóch najpopularniejszych produktach firmy, dzięki którym Meta stała się spółką wartą 2 biliony dolarów. Spotkanie było w całości skupione na nowych technologiach, a jednak to właśnie milczenie o tych dwóch platformach zwraca uwagę.
Od wielu miesięcy Meta jest bowiem uwikłana w szereg postępowań sądowych w Stanach Zjednoczonych. Firma jest oskarżana o celowe projektowanie produktów, które uzależniają młodych użytkowników. W efekcie ujawniono wewnętrzne e-maile, dokumenty korporacyjne i zeznania sygnalistów, które prawnicy reprezentujący poszkodowanych oraz prokuratorzy wykorzystują, by wzmocnić swoje sprawy w całym kraju. Zuckerberg nie cieszy się też popularnością: w zeszłorocznym sondażu Pew Research Center dwie trzecie Amerykanów miało o nim nieprzychylną opinię.
Jego reputacji nie poprawi z pewnością film „The Social Reckoning” w reżyserii Aarona Sorkina, który w tym tygodniu wszedł na ekrany kin. Opowiada o doniesieniach sygnalistów, według których kierownictwo Meta wiedziało, że jej produkty szkodzą młodym ludziom. Jeremy Strong, znany z serialu „Succession”, gra Zuckerberga jako „pełnoprawnego złoczyńcę” - tak przynajmniej twierdzi recenzja w „Hollywood Reporter” - czyli kogoś, kto „stoicko dowodzi, że nawet najdrobniejszy gest odpowiedzialności jest nie do przyjęcia, gdy w grę wchodzą pieniądze”.
Niektórzy zastanawiają się, czy to nie „moment Big Tobacco” dla Meta - chwila, w której konsensus zaczyna formować się przeciwko firmie i całej branży mediów społecznościowych. Prawda wydaje się jednak bardziej skomplikowana. Mimo miesięcy złej prasy produkty Meta radzą sobie lepiej niż kiedykolwiek: z aplikacji korzysta coraz więcej osób, a użytkownicy już tłumnie sięgają po nowego asystenta AI. Krytyka nie przekłada się na razie na słabnące zaangażowanie użytkowników.